czwartek, 4 czerwca 2015

Janusz Kiszka i Cebulowa Mafia, czyli "Toń" Anyi Lipskiej

   Po powieści kryminalne sięgam rzadko, nie z powodu jakiejś niechęci do nich, ale po prostu wolę coś, co mniej przystaje do rzeczywistości otaczającej mnie. Niemniej jednak dobra książka tego typu ma zazwyczaj jedną rzadką cechę: uruchamia myślenie, nie tylko to kreatywne, ale, przede wszystkim, logiczne. W końcu smaczkom detektywistycznym trudno się oprzeć, nawet będąc z gustami daleko w innych gatunkach literackich. Gdy poznaje się otoczenie, sytuację, ofiarę i rodzinę, a na deser dostaje parę zawoalowanych wskazówek, co mogło się stać i za czyją sprawą, nie sposób podążyć jak kociak za zabawką, i spróbować samemu odgadnąć, kto zabił. I lepiej dla autorów, by rozwiązanie nie było zbyt łatwo dostępne!

   Londyn, współcześnie. Wielu Polaków wyjechało w poszukiwaniu pracy do Anglii, kraju wielkich nadziei i podobno wysokich zarobków. Na miejscu znajdują pracę, lepszą lub gorszą. Nie wszystkim to jednak pasuje, nie każdemu się udaje. Polonia uświadamia sobie, że coś jest nie tak, gdy giną młode dziewczyny, przez ogół uważane za porządne, grzeczne, oddane rodzinie i katolickiej wierze. Nie chcą się zwracać do policji, więc proszą o pomoc miejscowego „detektywa” (choć facet jest nim raczej z upodobania, niż z zawodu), Janusza Kiszkę, by odnalazł zaginioną niedawno Weronikę, o którą niepokoi się pozostała w kraju rodzina. Tymczasem oficer śledcza Natalie Kershaw dostaje zlecenie odkrycia historii ciała młodej kobiety, wyrzuconego na brzeg rzeki. Dziewczyna była zupełnie naga, a jedynym znakiem rozpoznawczym na jej ciele jest tatuaż w kształcie serca, z imionami „Ela i Paweł”. Wszystko wskazuje na to, że naszym rodakom na obczyźnie dzieje się nie tylko źle, ale i coraz dziwniej.

   Muszę zacząć od tego, co najbardziej mnie bolało w trakcie czytania tej książki. „Janusz Kiszka”?! Pani Lipska, za co? Rozumiem, że autorka mogła nie mieć pojęcia, jak obecnie będzie się kojarzyło to zestawienie, jednak dalsze rozwinięcie postaci do roli detektywa-amatora, który na co dzień bawi się w ściąganie długów za pomocą pałki i pięści, daje obraz delikatnie mówiąc niemiły. Cała Polonia angielska jest w „Toni” zgrają nieuków, pijaków i chuliganów, którzy przyjeżdżają w nadziei dużego zysku przy małej pracy, a w rezultacie trafiają na place budowy, gdzie i tak są średnio przydatni. To jeszcze mało: reszta to prostytutki i narkomani, i wszyscy co do jednego – katolicy. Zrozumiałe jest dla mnie to, że Polacy za granicą mają taką, a nie inną opinię, jednak cebulowa mafia Janusza Kiszki to cios poniżej pasa. Prosiłabym choć o jedną postać polską, która byłaby w miarę rozgarnięta – w książce pani Lipskiej takiej się nie znajdzie.

   Dla porównania, dostajemy Brytyjkę, detektyw Kershaw, będącą ideałem w swym zawodzie: kobietą konkretną, z charakterem, prawdziwą profesjonalistkę. Została przez autorkę potraktowana sporo łaskawiej, a jej postać daje się lubić niemal od początku. Na moją sympatię zasłużyła sobie sposobem, w jaki radzi sobie w stricte męskim, seksistowskim środowisku policyjnym: Lipska nie rozwodzi się zbytnio nad jej ciężką dolą, kreując ją na osobę, która chce udowodnić, że potrafi więcej, niż się ją o to podejrzewa, będącą w stanie podołać swoim obowiązkom w sposób lepszy i sprawniejszy niż wielu jej kolegów. Żadnych płaczów na dyskryminację i głupie żarty szefów i partnerów z pracy. I wiecie co? To działa. Podejście otoczenia policyjnego zmienia się niemal magicznie wraz z postępami detektyw Kershaw, od kpin, przez wątpliwości, do gotowości niesienia pomocy i oczekiwania na pewny rezultat. Zastanawiającym jest fakt, przy okazji detektyw Natalie jeszcze, że tytuł książki w oryginale brzmi zupełnie inaczej, niż w wydaniu polskim, czyli „Where the Devil Can't Go”. Rozumiem, że jest to odniesienie właśnie do głównej postaci kobiecej książki, a przy okazji stanowi ładne zastosowanie polskiego przysłowia.

   Dużo jest Polski w angielskim kryminale, a zwłaszcza polskiej polityki: wydarzenia w kraju, który jest oczywiście w trudnej sytuacji gospodarczej, co ma zmienić wybór nowego prezydenta, Andrzeja Zamorskiego. Sylwetka polityka jest, moim zdaniem, kolejnym słabym punktem książki: jest mdły do bólu. Odniesienia do Solidarności, jej upadku i historii nie ratują go, wygląda trochę jak cień Wałęsy, po dorzuceniu mu paru utajonych potyczek życiowych i mrocznych sekrecików, które mają odbić się na Polakach mieszkających w Anglii. Zaufanie co do jego osoby, nadzieje wiązane z nim są przedstawione w sposób zbyt wyidealizowany, by mogły być prawdziwe: Zamorski to postać bez skazy ni zmazy – oficjalnie oczywiście – prawdziwy odkupiciel narodu polskiego, który, gdy obejmie władzę, przywróci krajowi dobrobyt i szczęście. Wszyscy wierzą bez zastrzeżeń. I chyba trzeba być Polakiem, by czytając coś takiego tylko parskać co chwila kpiącym śmiechem.

   Żeby nie być zbyt okrutną, przyznaję, że intryga prowadzona jest przez Panią Lipską jest w bardzo zgrabny i ciekawy sposób, bez potknięć, które wskazywałyby na brak obycia w temacie. Detektyw Kershaw sprawdza się świetnie, nie będąc ani słodką idiotką, ani osobą cudownie wszystkowiedzącą, wyraźnie uczy się wraz z przebiegiem wydarzeń. Jej obecność na pierwszej sekcji zwłok została opisana w sposób nieco zabawny, ale i konkretny, dając odczuć klimat sytuacji, dialogi z doktorem przeprowadzającym operację, będącym osobą starszej daty, ale o zupełnie świeżym i ostrym poczuciu humoru, były momentami, które czytało się z przyjemnością, jako że czarny, policyjny humor wyjątkowo do mnie trafia. Lekkie zmieszane młodej policjantki było również jak najbardziej na miejscu. I nawet toporny Kiszka bywa czasem kreatywny…

   Mam mieszane uczucia odnośnie „Toni”, bo o ile akcja i ogólna koncepcja są niesamowicie wciągającą sprawą, o tyle takie a nie inne ujęcie polskości już solidnie zniechęca. Jak mówiłam, nie mogę powiedzieć, że go nie rozumiem, jednak… to nie jest wszystko. Polska nie zaczyna się i nie kończy na drobnych pijaczkach na zagranicznych budowach i dziewczynkach w barze ze striptizem. Anglio, wy też takich macie. W tej konwencji hasło reklamowe z okładki: „Opowieść o Polsce w rasowym angielskim kryminale” brzmi sarkastycznie, a dla mnie, po tym, jak już emocje polekturowe opadły, już tylko smutno. Nie trzeba wiele wysiłku by dojść, że polskie nazwisko autorka dostała po mężu, co dawałoby jej lekki co najmniej wgląd w kulturę naszego kraju, i wymagałoby się od niej większej wiedzy, sięgającej ponad miejscowe stereotypy. Nie wątpię, że wielu osobom „Toń” przypadnie do gustu, bo i mnie historia zawarta w niej podobała się bardzo. Szkoda jednak tego poczucia niesmaku, które zostaje po lekturze, i zgrzytu za każdym razem, gdy przeczyta się nazwisko głównego bohatera.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Czwarta Strona.

Dane ogólne:
Tytuł oryginału: Where the Devil Can't Go
Autor: Anya Lipska
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Rok wydania: 2014
Liczba stron: 395

6 komentarzy:

  1. Mnie ta książka bardzo irytowała. Dziwi mnie, że właśnie w ten sposób autorka postrzega naszych rodaków, skoro jest mąż pochodzi z Polski.

    subiektywnie-o-kulturze.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Na początku miałam na nią apetyt, ale potem jakoś mi minęło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie zainteresowanie minęło jak zobaczyłam imię i nazwisko głównego bohatera T.T

      Usuń
  3. Przyznam, że takie postrzeganie Polaków bardzo by mnie irytowało. Chyba się nie skuszę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech, niestety. Szkoda, że taki stereotyp musiał aż do literatury zawędrować.

      Usuń

Daj znać, że widzisz ten post - zostaw komentarz albo "lajka"! (: