Geniusze fantastyki - antologia

Antologia opowiadań pod patronatem Kota w Bookach - za darmo do pobrania!

Grimm Fairy Tales #04: Rumpelsztyk

Czwarty zeszyt kultowej serii "Grimm Fairy Tales" - premiera pod patronatem Kota w Bookach!

Grimm Fairy Tales #05: Śpiąca królewna

Piąty zeszyt cyklu "Grimm Fairy Tales" - klasyczna opowieść w nowej wersji, premiera pod patronatem Kota w Bookach!

Dragon Age: Zabójca magów #01

Pierwsza część serii "Dragon Age: Zabójca magów" - już u nas!

wtorek, 30 października 2018

„Zgroza #3: Strach” - recenzja komiksu

Dwa zeszyty komiksu „Zgroza”, przedstawiające backstory jednego z bohaterów znanych z serii superohaterskiej „Lis”, zdołały rzucić niewiele światła na jego samego. Trudno było wysnuć jednoznaczne wnioski na temat tej postaci, raczej wskazując na jej niezbyt przyjemny charakter. Wreszcie, po dłuższym czasie, udało mi się dorwać w swoje ręce część trzecią - i muszę przyznać, że to, co Zbych stracił w moich oczach wcześniej, tu stanowczo nadrobił.

Wizyta w dawnym zakładzie psychiatrycznym nie przyniosła Zgrozie dobrych wiadomości. Znaleziony tam pluszak i napisy na ścianach jednoznacznie wskazały na personalne zainteresowanie tajemniczego prześladowcy Zbigniewem i jego rodziną. Pierwszą ofiarą ma być… jego córka. Prowadzenie dochodzenia zostaje jednak przerwane przez przełożonego, który, nie rozumiejąc motywów kierujących swoim podkomendnym, poświęcającym się bez reszty prywatnym problemom, odbiera mu odznakę i możliwość działania z ramienia policji. Zgroza nie traci mimo wszystko wsparcia ze strony Czerwińskiego, którego obecność być może po raz pierwszy będzie w stanie w pełni docenić.

Klimat gęstnieje, robi się groźnie, zewsząd pokazują się wrogie twarze, a kolejne możliwości uzyskania pomocy topnieją jak lód. Zgroza, miotany między desperackim lękiem o córkę a wściekłością na sprawcę całego zamieszania, okazuje wreszcie ludzkie oblicze – przestaje być gburem pomrukującym niechętnie na innych, a staje się człowiekiem głęboko zranionym, kimś, kto utraciwszy jedyną kochającą go istotę nie ma już nic do stracenia. To dość zaskakujące, chociaż nie sposób było spodziewać się czegoś innego – pod tą skorupą twardziela i mruka musiało się jeszcze coś tlić. I teraz na szali postawiono, zdawałoby się, nie tylko rodzinę Zgrozy – ale i resztę jego człowieczeństwa. Tajemniczy sprawca też stopniowo traci na tajemniczości, a chociaż najciekawsze nadal przed nami, wiemy już, co jest jego celem i jak wiele jest w stanie zrobić, by go osiągnąć. Zapowiada się więc nie lada pojedynek… Mam jednak nadal wątpliwości, kto w nim może zwyciężyć.

Akcja zdecydowanie zyskała na tempie. Od dość statycznego obrazu przetykanego przerywnikami w rodzaju przejazdu ulicami deszczowego miasta (skądinąd bardzo urokliwymi w tym specyficznym, ponurym stylu) przechodzimy do niemal nieustającego pościgu. Prawie namacalna jest atmosfera osaczenia, zagrożenia, mobilizacji do starcia i obrony, nie wiadomo też, kto właściwie będzie tu drapieżnikiem, a kto ofiarą. 

Wizualnie komiks pozostaje niezmiennie na wysokim poziomie – i choć w składzie twórców nie widać już Patrycji Awdjenko, trzeci zeszyt „Zgrozy” prezentuje nadal stylistykę lat ubiegłych podkolorowaną zgaszonymi, ponurymi barwami. Brudna kreska Grzegorza Kaczmarczyka idealnie podbija klimat historii. Komiks uzupełnia ilustracja wykonana przez wspomnianą Awdjenko.

Trzeci „Zgroza” to niewielka porcja informacji podana w niesamowicie dynamiczny i pełen napięcia sposób, ale nadal pozostająca tylko wstępem do właściwych wydarzeń. Tytuł ten jest też jednym z takich, w których najtrudniej jest przyjąć myśl o tym, że na kolejną porcję przyjdzie poczekać. Historia przedstawiona w nim intryguje i nie pozwala na domysły, z każdym zeszytem pędzi coraz szybciej. Nie opuszcza mnie lęk o głównego bohatera, którego polubiłam przy okazji komiksów z serii „Lis”, a który tu pokazał się od tej mniej przyjemniej strony – to gasząc, to wzmagając znów moją sympatię. Jedno jest pewne – na kolejny zeszyt będę czekać z niecierpliwością. 


Za udostępnienie komiksu do recenzji dziękuję wydawnictwu Sol Invictus.

Dane ogólne:
Tytuł: Zgroza #3: Strach
Autorzy: Kuba Ryszkiewicz (scenariusz), Grzegorz Kaczmarczyk (rysunki)
Wydawnictwo: Sol Invictus
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 32

niedziela, 7 października 2018

„Ostatnie dni Jacka Sparksa” Jason Arnopp

Jacob "Jack" Sparks jest pisarzem-publicystą, skandalizującym celebrytą – typowym przykładem człowieka, który na życie zarabia gębą, jest znany z tego, że jest znany, a popularność zdobył dzięki absurdalnemu pomysłowi na swoją ostatnią książkę. „Jack Sparks o narkotykach” to reportaż, dla którego Sparks został narkomanem tylko po to, by wyjść z nałogu i to opisać. Ciężkie dzieciństwo uczyniło z niego skrajnego egocentryka, szukającego sposobu na poprawę poczucia własnej wartości wszędzie, gdzie tylko się da, człowieka śmiesznie małego, a jednak nadętego do granic możliwości. Kiedy go poznajemy, zbiera właśnie materiał do swojej nowej publikacji – „Jack Sparks o zjawiskach nadprzyrodzonych” – w której pragnie, jako zatwardziały ateista, raz na zawsze rozprawić się ze wszystkimi wierzeniami, jakie ludzie mogliby mieć na temat życia po śmierci. Ponieważ omawianym dzis tekstem jest powieść Jasona Arnoppa pod tytułem „Ostatnie dni Jacka Sparksa”, możemy się domyślać, że taka ambitna próba nie skończy się dla niego zbyt dobrze... 

Książka zrobiły na mnie szczególne wrażenie, jeśli chodzi o kreację głównego bohatera. Większość akcji poznajemy z relacji samego Jacka, w formie tekstu, opatrzonego czasem przypisami brata Sparksa – który redaguje dzieło po jego śmierci. W bardzo interesujący sposób zastosowano tu zabieg narratora niewiarygodnego. Poszczególne rozdziały przetykane są relacjami innych osób, które Sparks spotykał na swojej drodze. Dość powiedzieć, że różne wydarzenia opisują oni zupełnie inaczej niż publicysta, zaś z zestawienia tych dwóch wyłania się obraz osoby przeokrutnie zakompleksionej, wstydzącej się własnych wad i przywar, notorycznego kłamcy i kogoś, kto przejawia kolosalną wręcz krótkowzroczność jak na człowieka, który szczyci się swoim „otwartym umysłem”. Jason Arnopp wykreował tutaj bohatera, którego nie sposób lubić ani się z nim utożsamiać, ale zrobił to w sposób nad wyraz prawdopodobny i spójny. Byłoby to jeszcze bardziej imponujące, gdyby nie tyci szczegół... 

Powieść Arnoppa aspiruje bowiem do miana horroru. Ważnym elementem dobrego horroru jest wykreowanie jego bohaterów w taki sposób, by czytelnik poczuł z nimi więź – dzięki temu, zagrażając protagonistom, autor jest w stanie wzbudzić poczucie zagrożenia i niepokój również w czytelniku, co przekłada się na dreszczyk, jakiego pożądaja fani tego gatunku. Spore wyzwanie literackie stanowi sprawienie, by czytelnik przejął się losami kogoś, kogo nie sposób lubić – wyzwanie, do którego bardzo ambitnie podszedł również autor... choć chyba nie do końca mu sprostał. Powiem szczerze: zamiast oczekiwanego poczucia zagrożenia czułem zaledwie niewielką satysfakcję, że ten buc, jakim jest główny bohater powieści, dostał za swoje. Mam wrażenie, że nie do końca o taki efekt chodziło. 

Sporo zastrzeżeń mam do fabuły – Sparks podróżuje po całym świecie, spotykając się z różnego rodzaju przedstawicielami obozu z „drugiej strony barykady”: egzorcystami, spirytystami, osobami praktykującymi różne formy magii, które to spotkania relacjonuje i komentuje. I chociaż to wszystko ma jakiś wątek przewodni, przez bardzo długi czas wydaje się zwyczajnie ciągiem niepowiązanych ze sobą wydarzeń – a kiedy pojawia się uzasadnienie, które ma to wszystko połączyć w jedną całość, okazuje się ono mało prawdopodobne i ciutkę wydumane. Największy niesmak pozostał po lekturze zakończenia, gdzie z niejasnego powodu wpleciono jeszcze podróże w czasie jako sposób na wyjaśnienie różnych nieścisłości i rozwiązanie fabuły. Nie byłem w stanie zawiesić niewiary dostatecznie wysoko, żeby to przełknąć. 

„Ostatnie dni Jacka Sparksa” są dla mnie powieścią mocno nierówną – autor ma świetny warsztat i trochę dobrych pomysłów, ale zestawia je wszystkie w taki sposób, że całość okazuje się mniejsza niż suma jej części. A szkoda – podróż w mroczny półświatek miłośników paranormalu mogłaby być dalece bardziej ekscytująca, gdyby opowiedzianą tu historię trochę dłużej przemyślano. Zamiast atakować dosadnością, można było pobawić się jeszcze trochę z czytelnikiem za pomocą niepewności, czy to wszystko wydarzyło się naprawdę, czy jest tylko zwidami naćpanego, żądnego sensacji pisarza. Nie jest to książka zła – ale boli mnie myśl, że mogła być znacznie, znacznie lepsza.

Za tekst do recenzji dziękujemy wydawnictwu Vesper.

Dane ogólne:
Tytuł oryginału: The Last Days of Jack Sparks
Autor: Jason Arnopp
Wydawnictwo: Vesper
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 360