Geniusze fantastyki - antologia

Antologia opowiadań pod patronatem Kota w Bookach - za darmo do pobrania!

Grimm Fairy Tales #04: Rumpelsztyk

Czwarty zeszyt kultowej serii "Grimm Fairy Tales" - premiera pod patronatem Kota w Bookach!

Grimm Fairy Tales #05: Śpiąca królewna

Piąty zeszyt cyklu "Grimm Fairy Tales" - klasyczna opowieść w nowej wersji, premiera pod patronatem Kota w Bookach!

Dragon Age: Zabójca magów #01

Pierwsza część serii "Dragon Age: Zabójca magów" - już u nas!

poniedziałek, 18 marca 2019

„Międzynarodowy Dzień Mafii” Marcin Brzostowski

Inspektor Franco Fog to żywa legenda Warszawskiej policji – twardy, nieustraszony i przenikliwy, a jednocześnie alkoholik i nieuleczalny kobieciarz, zasłynął już jako protagonista „Zemsty Kobiet”, ścierając się na przemian z pomylonymi faszystami i wojującymi feministkami, a wszystko po to, by dotrzeć do rozwiązania sprawy zagadkowych zaginięć. Jego wytrwałość i skrupulatność będą wkrótce poddane kolejnej próbie – oto wysoko postawieni członkowie półświatka na całym globie zaczynają masowo popełniać samobójstwa, w dodatku w przeddzień swojego wielkiego święta... Tak w skrócie przedstawia się fabuła „Międzynarodowego Dnia Mafii”, nowej powieści Marcina Brzostowskiego, dobrze znanego stałym bywalcom naszego bloga mistrza absurdu.

Tak więc mafiozi na całym świecie postanawiają ze sobą skończyć. Przeciętny łaps pewnie rozsiadłby się w fotelu ze szklanką czegoś mocnego, po prostu patrząc, jak jego największe zmartwienia rozwiązują się same – jednak nie Fog! Nieustraszony detektyw, weteran policji konnej obecnie przeniesiony do wydziału zabójstw, będzie musiał dołożyć wszelkich starań, aby dotrzeć do dna tej zagadki, jednocześnie próbując okiełznać swoje szalone życie uczuciowe i nałóg. Zwłaszcza że zostało mu niewiele czasu, zanim tajemniczy sprawcy całego zamieszania osiągną swój cel. Jaki to cel? Nie wiadomo prawie aż do samego końca, choć domyślny czytelnik, zwłaszcza ten, który ma za sobą lekturę „Zemsty Kobiet”, być może zorientuje się, co się święci...

Obcowanie z nową powieścią Marcina Brzostowskiego daje, jak przystało na produkcje pióra tego autora, zestaw niezwykle zróżnicowanych wrażeń. Autor potrafi zbudować klimat kryminału noir – w istocie do tych ram gatunkowych „Międzynarodowemu Dniu Mafii” jest najbliżej. Brzostowski co i rusz jednak przypomina czytelnikowi, że ten czyta jego książkę i przełamuje to wrażenie jakimś absurdalnym elementem niepasującym z pozoru do świata przedstawionego. Bohaterowie oddający się grze w „Jaka to melodia” w środku napiętej konwersacji, policjanci pełniący wartę przy różach Pani Generałowej (pozostających pod czujnym nadzorem od czasu nieokreślonego incydentu z przeszłości, z udziałem tychże oraz głównego bohatera), czy klub ze striptizem oferujący gościom ubogacenie kulturowe (a studentkom filologii zatrudnienie) poprzez rozbierane wieczorki poezji – to tylko kilka z nich. Skojarzenia z kinem spod znaku Lesliego Nielsena są zdecydowanie na miejscu. Zaskoczenie i dezorientacja co najmniej kilka razy sprawiły, że wybuchłem niekontrolowanym śmiechem w czasie lektury.

„Międzynarodowy Dzień Mafii” rozgrywa się po wydarzeniach z „Zemsty Kobiet” i miło zobaczyć w nim parę subtelnych nawiązań do pierwowzoru – np. losy transwestyty Kolorowego, wcześniej ofiarę porwania, aktualnie wziętego pisarza. Jednocześnie kilka motywów przepadło bez śladu, tak jakby nigdy się nie wydarzyły – Weronika Bianka, ukochana klacz (i ukochana-klacz) Foga, podobnie jak dziecko, które miał urodzić detektyw i ani o jednym, ani o drugim nie znajdziemy tu choćby wzmianki. Nie jestem pewien, czy jest to przeoczenie, czy celowy zabieg, by jeszcze bardziej zdezorientować czytelnika – ale jeśli to drugie, to udało się w stu procentach.

Nową powieść Brzostowskiego czytało mi się przyjemnie, choć krótko. Solidna dawka absurdu i czarnego humoru z pewnością spodobają się komuś, kto preferuje taki rodzaj rozrywki. Fabuła, choć nieskomplikowana, intryguje i porywa, sprawiając, że wnętrze tylnej okładki ukazuje się zaskakująco szybko. Muszę się za to przyznać, że trudno mi tutaj było dojrzeć jakieś drugie dno. Czy pod warstwą dziwnego kryminału kryje się coś więcej? Najlepiej będzie, jeśli sprawdzicie to sami. W najlepszym wypadku dopatrzycie się tu czegoś, czego nie zauważyłem, a w najgorszym... Spędzicie miło godzinę lub dwie. Mogło być gorzej, prawda?

Dane ogólne:
Tytuł: Międzynarodowy Dzień Mafii
Autor: Marcin Brzostowski
Wydawnictwo: Wydawnictwo Internetowe E-bookowo
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 142

wtorek, 19 lutego 2019

„Międzynarodowy Dzień Mafii” Marcina Brzostowskiego – zapowiedź patronatu



Hej! Mamy przyjemność poinformować, że 1 marca ukaże się drukiem nowa książka Marcina Brzostowskiego, „Międzynarodowy Dzień Mafii”. Tą pozycję nasz blog objął patronatem medialnym (:

„Międzynarodowy Dzień Mafii” – to powieść (kryminał), której główny bohater, inspektor Franco Fog, znany z powieści „Zemsta kobiet”, ma za zadanie rozwiązać zagadkę dotyczącą tajemniczej śmierci gangstera, Szkarłatnego. W trakcie prowadzonego śledztwa wychodzi na jaw, że śmierć mafiosa to dopiero początek całej fali nieoczekiwanych zgonów spośród przedstawicieli przestępczego światka. Kiedy sprawa zostaje niemal rozwiązana, pan inspektor przekonuje się, że został wplątany w potężny spisek kobiet, głównie żon gangsterów, które zamierzają przejąć władzę od swoich mężów i nie tylko. Czym skończy się dla Franco Foga spotkanie z żądnymi władzy paniami, niech przekona się sam Czytelnik.

Być może pamiętacie jeszcze recenzowaną przez nas „Zemstę Kobiet”, jeśli nie, to serdecznie zapraszam do przeczytania recenzji. Jak potoczą się dalsze losy (biednego) Franco Foga? 
Odpowiedź na to pytanie poznać można za sprawą dostępnego już ebooka, my natomiast niedługo będziemy mieli małą niespodziankę dla tych, którzy lubią czytać książki papierowe. Do przeczytania zatem! (:

wtorek, 27 listopada 2018

„Muzeum dusz czyśćcowych. Opowieści niesamowite” Stefan Grabiński

Stefan Grabiński to twórca nieco ostatnio zapominany wśród czytelników. Przeciętny entuzjasta literatury, zapytany o klasyków grozy, wymienia jednym tchem Lovecrafta, Stokera, Mary Shelley, Poego… A co z naszym, krajowym literackim dorobkiem, czy u nas nie pisuje się grozy? Wręcz przeciwnie. Twórczość pana Grabińskiego postanowiło przypomnieć w tomie opowieści zebranych wydawnictwo Vesper, i zrobiło to w doskonałym momencie. „Muzeum dusz czyśćcowych” jest bowiem lekturą wprost idealną na długie jesienne wieczory.

Trzydzieści trzy opowiadania podzielone zostały na tematyczne rozdziały, wśród których znajdziemy wątki przewodnie, takie jak motyw kolei, podróży, ognia, dymu i kilka innych. Na wejściu zaserwowano zaś czytelnikowi tekst, który doskonale wprowadza w klimat i styl pisania Grabińskiego: bohater „Po stycznej” jest człowiekiem, który obsesyjnie doszukuje się wokoło różnego rodzaju spisków. Każde napotkane zdarzenie bądź osoba, pijak na ulicy, przypadkiem zasłyszana rozmowa – mają stanowić cześć machiny, wiodącej go w określone miejsce. I choćby się chciało, nie uśmiechniemy się z politowaniem nad dolą wariata, jako że jego domysły i obserwacje i czytelnikowi złożą się w dziwnie sensowną całość – a zakończenie nie da jasnej odpowiedzi na pytanie, czy wszystko było zwidem, czy miało w sobie ziarno prawdy.

Grabiński buduje swoje fabuły na wątpliwościach i niejasnych przesłankach. Motyw szaleńca, wariata, który być może wcale wariatem nie jest, lecz znalazł się w centrum uwagi sił nieczystych czy złych intencji, przewija się w różnych odsłonach przez całą książkę. Grabiński za bohaterów swoich historii obiera ludzi prostych, konkretnych, posiadających wieloletnie doświadczenie w swoim zawodzie – maszynistów, dróżników, strażaków, kominiarzy… Wśród nich spotkamy jednak zarówno ulegających ułudom i majakom poważanych specjalistów, jak i starców, których przestróg nikt nie będzie słuchał. I chociaż widoczny jest pewien kierunek, w jakim zmierza dana opowieść, zakończenie niejednokrotnie zaskakuje – i nie pozwala na jednoznacznie określenie przyczyny opisanych wydarzeń. Intrygujące jest, jak swobodnie porusza się autor pomiędzy różnymi gatunkami literackimi – „Muzeum dusz czyśćcowych” to nie tylko groza, to przede wszystkim mieszanka, w której znajdziemy zarówno fantastykę, jak i romans, powieść psychologiczną, filozoficzną, a nawet elementy science-fiction.

Siłą opowiadań Grabińskiego jest ich wieloznaczność. O tym, czy katastrofę kolejową spowodował demon, duch jakiś złośliwy, czy też sam człowiek, nadto ulegający złudzeniom i zbyt wierzący – a może właśnie zbyt powątpiewający – swoim zmysłom, przyjdzie czytelnikowi zdecydować samemu. Przykładowo, w „Fałszywym alarmie” bohater jest świadomy tego, że wokół niego zachodzą zjawiska niewytłumaczalne, ale zamiast rozważać ich możliwe przyczyny skupia się na desperackich próbach ostrzegania innych i zapobiegania nieszczęściom. Niestety dostrzegana przez niego prawidłowość nie jest na tyle jasna dla jego otoczenia i ludzi zawiadujących innymi stacjami, przez co staje się obiektem żartów i podejrzeń o nadużywanie alkoholu. Katastrofa nadchodzi… Z drugiej strony, w „Smoluchu” wyraźnie pojawia się widmo, wieszczące nadchodzące problemy. Tu jednak, pomimo wskazania na nadprzyrodzony motyw i niejako zrzucenie na niego całej odpowiedzialności, jednocześnie poddaje się w wątpliwość nie tylko zdrowe zmysły głównego bohatera, ale nawet… jego intencje. Utrata zaufania do postaci grającej w opowieści pierwsze skrzypce to doskonały zabieg, nadający treści unikalnego charakteru. Ale narrator, a z nim główny bohater, nie kłamie… on po prostu może inaczej niż otoczenie postrzegać rzeczywistość. I silnie swojemu postrzeganiu ufać.

Zbiorcze wydanie „Opowieści niesamowitych” stoi na wysokim poziomie pod względem wizualnym i jakościowym. Twarda oprawa utrzymana jest w tonacji sepii, urozmaicona drukiem selektywnym, ukazującym szczegóły jedynie pod uważnym spojrzeniem. W środku znajdziemy klimatyczne rysunki autorstwa Macieja Kamudy i posłowie, pisanie przez Macieja Płazę, w którym rzuca on szersze światło zarówno na autora, jak i dodaje nieco historycznego i obyczajowego kontekstu jego twórczości. Miłym dodatkiem do książki jest, oczywiście, tematyczna zakładka.

Prozy Grabińskiego może nie czyta się „jednym tchem” – jestem tu, podobnie jak w przypadku opowiadań Lovecrafta, zdania, że najlepszy efekt osiąga się dawkując je sobie zamiast ciągłego czytania – jednak zdecydowanie wywiera ona wrażenie. Trudno powiedzieć, co bardziej przekonało mnie do twórczości autora: budowanie nastroju za pomocą sugerowania zagrożenia, nie zaś mówienia o nim wprost, tematyka kolejowa i inna bliska życiu („Demon ruchu” i „Księga ognia” to zdecydowanie moje ulubione części tomu), czy może nieoczywiste zakończenia, podważanie czytelniczego zaufania nie tylko do bohatera, ale i do własnego osądu? Bez względu na ostateczną przyczynę, „Muzeum dusz czyśćcowych” po prostu trzeba znać. 


Dane ogólne:
Tytuł oryginału: Muzeum dusz czyśćcowych. Opowieści niesamowite
Autor: Stefan Grabiński
Wydawnictwo: Vesper
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 576

wtorek, 30 października 2018

„Zgroza #3: Strach” - recenzja komiksu

Dwa zeszyty komiksu „Zgroza”, przedstawiające backstory jednego z bohaterów znanych z serii superohaterskiej „Lis”, zdołały rzucić niewiele światła na jego samego. Trudno było wysnuć jednoznaczne wnioski na temat tej postaci, raczej wskazując na jej niezbyt przyjemny charakter. Wreszcie, po dłuższym czasie, udało mi się dorwać w swoje ręce część trzecią - i muszę przyznać, że to, co Zbych stracił w moich oczach wcześniej, tu stanowczo nadrobił.

Wizyta w dawnym zakładzie psychiatrycznym nie przyniosła Zgrozie dobrych wiadomości. Znaleziony tam pluszak i napisy na ścianach jednoznacznie wskazały na personalne zainteresowanie tajemniczego prześladowcy Zbigniewem i jego rodziną. Pierwszą ofiarą ma być… jego córka. Prowadzenie dochodzenia zostaje jednak przerwane przez przełożonego, który, nie rozumiejąc motywów kierujących swoim podkomendnym, poświęcającym się bez reszty prywatnym problemom, odbiera mu odznakę i możliwość działania z ramienia policji. Zgroza nie traci mimo wszystko wsparcia ze strony Czerwińskiego, którego obecność być może po raz pierwszy będzie w stanie w pełni docenić.

Klimat gęstnieje, robi się groźnie, zewsząd pokazują się wrogie twarze, a kolejne możliwości uzyskania pomocy topnieją jak lód. Zgroza, miotany między desperackim lękiem o córkę a wściekłością na sprawcę całego zamieszania, okazuje wreszcie ludzkie oblicze – przestaje być gburem pomrukującym niechętnie na innych, a staje się człowiekiem głęboko zranionym, kimś, kto utraciwszy jedyną kochającą go istotę nie ma już nic do stracenia. To dość zaskakujące, chociaż nie sposób było spodziewać się czegoś innego – pod tą skorupą twardziela i mruka musiało się jeszcze coś tlić. I teraz na szali postawiono, zdawałoby się, nie tylko rodzinę Zgrozy – ale i resztę jego człowieczeństwa. Tajemniczy sprawca też stopniowo traci na tajemniczości, a chociaż najciekawsze nadal przed nami, wiemy już, co jest jego celem i jak wiele jest w stanie zrobić, by go osiągnąć. Zapowiada się więc nie lada pojedynek… Mam jednak nadal wątpliwości, kto w nim może zwyciężyć.

Akcja zdecydowanie zyskała na tempie. Od dość statycznego obrazu przetykanego przerywnikami w rodzaju przejazdu ulicami deszczowego miasta (skądinąd bardzo urokliwymi w tym specyficznym, ponurym stylu) przechodzimy do niemal nieustającego pościgu. Prawie namacalna jest atmosfera osaczenia, zagrożenia, mobilizacji do starcia i obrony, nie wiadomo też, kto właściwie będzie tu drapieżnikiem, a kto ofiarą. 

Wizualnie komiks pozostaje niezmiennie na wysokim poziomie – i choć w składzie twórców nie widać już Patrycji Awdjenko, trzeci zeszyt „Zgrozy” prezentuje nadal stylistykę lat ubiegłych podkolorowaną zgaszonymi, ponurymi barwami. Brudna kreska Grzegorza Kaczmarczyka idealnie podbija klimat historii. Komiks uzupełnia ilustracja wykonana przez wspomnianą Awdjenko.

Trzeci „Zgroza” to niewielka porcja informacji podana w niesamowicie dynamiczny i pełen napięcia sposób, ale nadal pozostająca tylko wstępem do właściwych wydarzeń. Tytuł ten jest też jednym z takich, w których najtrudniej jest przyjąć myśl o tym, że na kolejną porcję przyjdzie poczekać. Historia przedstawiona w nim intryguje i nie pozwala na domysły, z każdym zeszytem pędzi coraz szybciej. Nie opuszcza mnie lęk o głównego bohatera, którego polubiłam przy okazji komiksów z serii „Lis”, a który tu pokazał się od tej mniej przyjemniej strony – to gasząc, to wzmagając znów moją sympatię. Jedno jest pewne – na kolejny zeszyt będę czekać z niecierpliwością. 


Za udostępnienie komiksu do recenzji dziękuję wydawnictwu Sol Invictus.

Dane ogólne:
Tytuł: Zgroza #3: Strach
Autorzy: Kuba Ryszkiewicz (scenariusz), Grzegorz Kaczmarczyk (rysunki)
Wydawnictwo: Sol Invictus
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 32

niedziela, 7 października 2018

„Ostatnie dni Jacka Sparksa” Jason Arnopp

Jacob "Jack" Sparks jest pisarzem-publicystą, skandalizującym celebrytą – typowym przykładem człowieka, który na życie zarabia gębą, jest znany z tego, że jest znany, a popularność zdobył dzięki absurdalnemu pomysłowi na swoją ostatnią książkę. „Jack Sparks o narkotykach” to reportaż, dla którego Sparks został narkomanem tylko po to, by wyjść z nałogu i to opisać. Ciężkie dzieciństwo uczyniło z niego skrajnego egocentryka, szukającego sposobu na poprawę poczucia własnej wartości wszędzie, gdzie tylko się da, człowieka śmiesznie małego, a jednak nadętego do granic możliwości. Kiedy go poznajemy, zbiera właśnie materiał do swojej nowej publikacji – „Jack Sparks o zjawiskach nadprzyrodzonych” – w której pragnie, jako zatwardziały ateista, raz na zawsze rozprawić się ze wszystkimi wierzeniami, jakie ludzie mogliby mieć na temat życia po śmierci. Ponieważ omawianym dzis tekstem jest powieść Jasona Arnoppa pod tytułem „Ostatnie dni Jacka Sparksa”, możemy się domyślać, że taka ambitna próba nie skończy się dla niego zbyt dobrze... 

Książka zrobiła na mnie szczególne wrażenie, jeśli chodzi o kreację głównego bohatera. Większość akcji poznajemy z relacji samego Jacka, w formie tekstu, opatrzonego czasem przypisami brata Sparksa – który redaguje dzieło po jego śmierci. W bardzo interesujący sposób zastosowano tu zabieg narratora niewiarygodnego. Poszczególne rozdziały przetykane są relacjami innych osób, które Sparks spotykał na swojej drodze. Dość powiedzieć, że różne wydarzenia opisują oni zupełnie inaczej niż publicysta, zaś z zestawienia tych dwóch wyłania się obraz osoby przeokrutnie zakompleksionej, wstydzącej się własnych wad i przywar, notorycznego kłamcy i kogoś, kto przejawia kolosalną wręcz krótkowzroczność jak na człowieka, który szczyci się swoim „otwartym umysłem”. Jason Arnopp wykreował tutaj bohatera, którego nie sposób lubić ani się z nim utożsamiać, ale zrobił to w sposób nad wyraz prawdopodobny i spójny. Byłoby to jeszcze bardziej imponujące, gdyby nie tyci szczegół... 

Powieść Arnoppa aspiruje bowiem do miana horroru. Ważnym elementem dobrego horroru jest wykreowanie jego bohaterów w taki sposób, by czytelnik poczuł z nimi więź – dzięki temu, zagrażając protagonistom, autor jest w stanie wzbudzić poczucie zagrożenia i niepokój również w czytelniku, co przekłada się na dreszczyk, jakiego pożądaja fani tego gatunku. Spore wyzwanie literackie stanowi sprawienie, by czytelnik przejął się losami kogoś, kogo nie sposób lubić – wyzwanie, do którego bardzo ambitnie podszedł również autor... choć chyba nie do końca mu sprostał. Powiem szczerze: zamiast oczekiwanego poczucia zagrożenia czułem zaledwie niewielką satysfakcję, że ten buc, jakim jest główny bohater powieści, dostał za swoje. Mam wrażenie, że nie do końca o taki efekt chodziło. 

Sporo zastrzeżeń mam do fabuły – Sparks podróżuje po całym świecie, spotykając się z różnego rodzaju przedstawicielami obozu z „drugiej strony barykady”: egzorcystami, spirytystami, osobami praktykującymi różne formy magii, które to spotkania relacjonuje i komentuje. I chociaż to wszystko ma jakiś wątek przewodni, przez bardzo długi czas wydaje się zwyczajnie ciągiem niepowiązanych ze sobą wydarzeń – a kiedy pojawia się uzasadnienie, które ma to wszystko połączyć w jedną całość, okazuje się ono mało prawdopodobne i ciutkę wydumane. Największy niesmak pozostał po lekturze zakończenia, gdzie z niejasnego powodu wpleciono jeszcze podróże w czasie jako sposób na wyjaśnienie różnych nieścisłości i rozwiązanie fabuły. Nie byłem w stanie zawiesić niewiary dostatecznie wysoko, żeby to przełknąć. 

„Ostatnie dni Jacka Sparksa” są dla mnie powieścią mocno nierówną – autor ma świetny warsztat i trochę dobrych pomysłów, ale zestawia je wszystkie w taki sposób, że całość okazuje się mniejsza niż suma jej części. A szkoda – podróż w mroczny półświatek miłośników paranormalu mogłaby być dalece bardziej ekscytująca, gdyby opowiedzianą tu historię trochę dłużej przemyślano. Zamiast atakować dosadnością, można było pobawić się jeszcze trochę z czytelnikiem za pomocą niepewności, czy to wszystko wydarzyło się naprawdę, czy jest tylko zwidami naćpanego, żądnego sensacji pisarza. Nie jest to książka zła – ale boli mnie myśl, że mogła być znacznie, znacznie lepsza.

Za tekst do recenzji dziękujemy wydawnictwu Vesper.

Dane ogólne:
Tytuł oryginału: The Last Days of Jack Sparks
Autor: Jason Arnopp
Wydawnictwo: Vesper
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 360

sobota, 1 września 2018

„Nie przebaczaj #3” - recenzja komiksu


Minęły prawie dwa lata, od kiedy ostatni raz słyszeliśmy o „Nie Przebaczaj”, flagowym dziele Marianny Strychowskiej i Jakuba Ryszkiewicza, komiksowym easternie o młodym synu szlacheckiego rodu, którego okrutny los (w osobie rewolucjonisty Łazara) zepchnął na drogę przemocy. W ciągu tych dwóch lat zdążyła zniknąć nawet strona internetowa projektu i nic (czy aby na pewno? O tym jednak nieco później!) nie sugerowało, jakoby ta krwawa, ponura historia, jakkolwiek świetne napisana i narysowana, miała kiedykolwiek ujrzeć własne zakończenie. Wygląda jednak na to, że nic, nawet tymczasowe wstrzymanie prac, nie jest w stanie powstrzymać Tadeusza przed dążeniem do obranego przez niego celu – gardła Łazara. Oto „Nie Przebaczaj III”.

Stiopa był największym z wzbudzających strach towarzyszy czynownika Łazara. Nic więc dziwnego, że po jego brutalnej śmierci z rąk młodego Tadeusza, w sercach bandy zbirów coś pęka. Być może po raz pierwszy w życiu zwyczajnie boją się o własne życie, jak zwierzęta jeżąc się na widok każdego cienia... Lub na dźwięk dalekiej melodii na skrzypcach, zapowiadającej, że samotny mściciel wkrótce zabije kolejnego z nich. Kiedy giną jeden po drugim, staje się jasne, że wkrótce Lazar zostanie sam – i nadejdzie czas finalnej konfrontacji między nim a chłopcem, którego rodzinę brutalnie zamordował tak wiele lat temu. Historia Tadeusza wkrótce osiągnie swój finał: tak krwawy, jak i... niespodziewany.

Tadeusz, choć bardzo się stara tłumić w sobie współczucie, przez długi czas nie potrafi wejść w skórę pozbawionego uczuć mściciela. Życie, które odebrał Stiepanowi, ciąży na jego duszy, wypalając młodego człowieka od środka – poznaje prawdę kryjącą się za znanym powiedzeniem, że kto wyrusza się mścić, powinien wykopać dwa groby: jeden dla tego, kto wyrządził mu krzywdę, a drugi dla samego siebie. Jego wewnętrzny konflikt i idąca za nim metamorfoza zostały ukazane zdawkowo, ale zadziwiająco trafnie. Ponownie olbrzymią rolę gra tutaj smykałka pani Strychowskiej do mimiki – z twarzy bohaterów da się wyczytać po prostu wszystko to, czego nie wyjawią dialogi. Wprost kipią od nagromadzonych wewnątrz emocji.

W ogóle warstwa wizualna stawała się dotąd lepsza z zeszytu na zeszyt, a w finalnej odsłonie serii, zgodnie z oczekiwaniami, osiąga swoiste apogeum. Bardzo odpowiednio do tego, najbardziej spektakularnie wygląda ostateczne starcie Łazara z Tadeuszem, rozgrywające się w samym środku burzy, do wtóru błyskających w oddali piorunów, przechodząc wciąż pomiędzy kadrami z czytelnymi wizerunkami postaci oświetlonych światłem błyskawic do takich, gdzie widać jedynie walczące ze sobą cienie. Majstersztyk.

Wspominałem na początku o niespodziewanym zakończeniu. Nie wiem, jak wy, drodzy czytelnicy, ale ja wprost uwielbiam, kiedy finał opowieści zmusza mnie do wrócenia do poprzednich części jeszcze raz, w poszukiwaniu ukrytych przesłanek. Tak było i tym razem. Pogłoska mówi, jakoby trzeci zeszyt miał nigdy nie powstać – ale teraz, znając zakończenie, widzę, że nie mogło być inaczej. To wszystko było tam od samego początku...

„Nie Przebaczaj” było jak dotąd komiksem wybitnym, zaś trzeci zeszyt jest jego godnym zwieńczeniem. Chociaż nie domyka wszystkich wątków, ba, samo zakończenie także jest właściwie zakończeniem otwartym, seria opowiada zamkniętą historię bez nadziei na kontynuację. I chociaż raczej nie poznamy dalszych losów Tadeusza, to niekoniecznie źle – zemsta młodego panicza nad czynownikiem Łazarem pozostanie dzięki temu czymś kompletnym, pięknym w swojej surowej brutalności. Efekt starań duetu Strychowska-Ryszkiewicz mogę wyłącznie z czystym sumieniem polecić, a by docenić wszystkie ukryte smaczki, warto raz jeszcze przeczytać pozostałe dwa.

Za udostępnienie komiksu do recenzji dziękujemy autorom.

Dane ogólne:
Tytuł: Nie przebaczaj #3
Autorzy: Marianna Strychowska (ilustracje), Jakub Ryszkiewicz (scenariusz)
Wydawnictwo: niezależne
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 84

środa, 22 sierpnia 2018

Kot w Bookach przedstawia: kocie gry planszowe i karciane

Hej! Od jakiegoś czasy mieliśmy w zamiarze stworzyć tego typu notkę, czyli – mały spis gier, w których pojawia się interesujący nas motyw. Chodzi oczywiście o koty! Czekaliśmy z tym jednak na odpowiedni moment... Ale teraz nie ma już co zwlekać.

Gier planszowych i karcianych wydaje się co roku coraz więcej, i trudno już znaleźć motyw, który nie byłby w nich poruszany co najmniej kilkukrotnie. Tak jest też z kotami, które jeszcze do niedawna pojawiały się niemal wyłącznie w grach dla dzieci i tak jakby przy okazji (jak „Kot i myszy” czy „Dzielne myszki”). Teraz, chociaż nadal trudno o jakiś większy tytuł, który traktowałby te futrzaki jako głównego bohatera, to mamy sporo mniejszych, ale bardzo fajnych gierek, wartych poznania (:

Moja lista zawiera jednak tylko te gry, w których koty występują jako główne postacie, pominie więc takie, gdzie są one jako część gromadki zwierząt. Tak udało mi się zebrać sześć pozycji. Zapraszam!

1. „Kotobirynt”
Malutka gierka rodzinna spakowana do eleganckiej puszki, mieszczącej się w kieszeni. O co chodzi? Grupa kotów zgubiła się w mieście... Trzeba pomóc im znaleźć drogę do domu! W nocy miasto jest jak labirynt - masa uliczek, dachów, zaułków, wszystkie wyglądają podobnie.
Gra zawiera piękne karty z rysunkami kociaków, cała w sobie jest urokliwa (:
Wydawca: Rebel
Ilość graczy: 1 do 4
Kategoria wiekowa: 6+
Cena: około 40 zł.



2. „Kotostrofa”
Z zewnątrz nieco podobna do poprzedniczki - podobnych wymiarów, porządnie wykonana i kolorowa puszka - w środku zawiera jednak nieco inną grę. To klasyczna, łatwa i przyjemna karcianka, w której chodzi o to, by najszybciej pozbyć się kart z ręki. Można je jednak odrzucać tylko według określonych zasad, czyli dobierając je parami. Gra działa na mechanice znanego i klasycznego „Piotrusia”, z pewnymi różnicami - tu też nie do pary będzie przezabawny Kotruś (;
Wydawca: Rebel
Ilość graczy: 3 do 5
Kategoria wiekowa: 7+
Cena: około 40 zł



3. „Kot Stefan”
Klasyczny motyw odwiecznej walki kot kontra myszy. Myszki chcą podkraść trochę sera, ale w pobliżu kręci się rude kocisko... „Kot Stefan” to gra zręcznościowa, w której gracze posługują się myszkami trzymanymi za sznureczki w miejscu ogonków, podczas gdy inny gracz dysonuje kubeczkiem, próbując złapać jedną z myszek. Dobry refleks wskazany! (:
Wydawca: Egmont
Ilość graczy: 3 do 6
Kategoria wiekowa: 4+
Cena: około 80 zł



4. „Eksplodujące kotki”
Tytuł dla nieco tylko starszych graczy. Gra na mechanice Rosyjskiej ruletki, w której ciągnie się karty do chwili, w której jednemu z graczy nie przypadnie ta z eksplodującym kotem. To jednak nie wszystko, bo losowi można dopomóc za pomocą szeregu „wspomagaczy” w postaci kart zmuszających przeciwnika do dobrania większej ich ilości, odwracających uwagę i wielu podobnych (: Im jednak dalej, tym trudniej!
Wydawca: Rebel
Ilość graczy: 2 do 5
Kategoria wiekowa: 12+
Cena: około 70 zł


5. „Koty”
Gra logiczna, w której należy zbierać blankieciki z futrzakami, jednocześnie unikając myszy, które odwrócą uwagę kociaków, przez co stracimy punkty! Gra zawiera karty z częściami kociego pyszczka, uszkami, łapkami, a także karty zadań oraz kostki. Gra wykorzystuje mechanikę memory, a wiec do grania potrzebna będzie spostrzegawczość i dobra pamięć (:
Wydawca: Trefl
Ilość graczy: 2 do 5
Kategoria wiekowa: 4+
Cena: około 40 zł


6. „Łupieżcy”
Co prawda gra nie miała jeszcze swojej oficjalnej premiery, ale zapowiedziano ją już na koniec sierpnia, a my mieliśmy okazję zagrać nieco wcześniej. Zbierz drużynę złożoną ze słodkich puchatych straszliwych futrzaków i wykradnij skarby Rigora Mortisa! Gra jest łatwa, przyjemna, a przy tym przezabawna, natomiast kociaki na kartach są niesamowicie urocze, choć oczywiście za wszelką cenę próbują być groźne! Polecamy bardzo!
Wydawca: Black Monk
Ilość graczy: 2 do 6
Kategoria wiekowa: 8+
Cena: około 70 zł

Coś ode mnie...




7. Ninja Koty
Prawdopodobnie jedna z moich ulubionych "kocich" pozycji. Gracze wcielają się w tytułowych kocich ninja, próbujących wykraść z miasta pełnego strażników zwoje, a jednocześnie być jedynymi, którzy przyniosą je do siedziby swojego klanu. Gra się na planszy złożonej z heksów (ułożonej w sześciokąt o boku trzech pól), a główną mechaniką jest kurczenie się obszaru gry poprzez "alarmowanie" (czyli odwracanie na nieaktywną stronę) pól planszy. Kociak zostaje wyeliminowany z rozgrywki, jeśli otaczają go wyłącznie zaalarmowane pola i/lub ninja przeciwników. Ze wspólnej talii dobieramy karty, które pozwalają nam na różne specjalne zagrania. Posługując się nimi i umiejętnie lawirując po kurczącej się planszy trzeba nieźle się nakombinować, aby wciągnąć przeciwników w sprytnie zastawione pułapki, a samemu nie znaleźć się w martwym punkcie.
Wydawca: Kudu Games
Ilość graczy: 2 do 4
Kategoria wiekowa: 12+
Cena: około 30 zł

Wpis ilustruje zdjęcie Miśki zwanej Ciapkiem, pozującej na potwora z Arkham.


Miłego grania! (:

sobota, 11 sierpnia 2018

Stosik #39 Maj - Sierpień, czyli wakacyjne zbiory poprzeprowadzkowe

Hej! Jakie to dziwne, że piszę tego posta niemal w środku sierpnia, a moje myśli są jeszcze gdzieś w okolicach początku czerwca. Czy to możliwe, że wakacje już się kończą, a lato przejdzie niedługo w jesień? Opuściliśmy aż dwa posty stosikowe i kto wie ile recenzji jest opóźnionych...
Część z Was wie, co było przyczyną tego zaniedbania. Sporo się u nas podziało... Przeprowadzka, ogarnianie nowego miejsca do życia, zmiany w pracy, sprowadzenie do nowego miejsca kociej staruszki, a potem jej choroba, leczenie, operacja... Było co robić, mam też nadzieję, że teraz będzie już spokojniej. Czas też podjąć na nowo czynności blogowe, bo przecież Kot w Bookach to też nasze kocio-książkowe dziecko i nie może czuć się porzucone (:
Łotr wrzucił wczoraj recenzję, ja zaś pozwolę sobie pokazać trochę naszych wakacyjnych nabytków. Jest to stos zbiorczy z trzech miesięcy i jestem na sto procent pewna, że nie znalazło się w nim wszystko, co powinno. Tak działają przeprowadzki... Ale odnajdziemy się stopniowo w najbliższym czasie i pokażemy wszystko.
Póki co - stosik wakacyjny:

Kolejność książek dyktowana jest jedynie tym, by stosik wyglądał w miarę zgrabne, są tu więc zarówno egzemplarze recenzenckie, jak i te kupione przez nas:
1,2. „Pod kopułą” tom 1 i 2, Stephen King, Wydawnictwo Albatros, Prószyński i S-ka. Oczywiście do kolekcji. Udało nam się nawet zachować ciągłość (z jednym wyjątkiem do nadrobienia), więc tu nie jest źle (:
3. „Piękna krew”, Lucius Shephard, Wydawnictwo MAG. Najnowsza pozycja z Uczty Wyobraźni, i jedna z najcieńszych. Minipowieść z uniwersum Smoka Griaule... Którego zresztą nadal mam na liście „do przeczytania”.
4. „Ślepowidzenie”, Peter Watts, Wydawnictwo MAG. No, to dopiero rarytas... Wreszcie mój, jako zwieńczenie kolekcji (: Jedna z najbardziej intrygujących (i to nie ze względu na cenę, jaką obecnie osiąga) pozycji z serii wydawniczej Maga...
5. „Muzeum dusz czyśćcowych", Stefan Grabiński, Wydawnictwo Vesper. Egzemplarz recenzencki, cóż to za piękna książka... Klimat aż się z niej sączy.
6. „Inne Światy”, antologia opowiadań, SQN. Również otrzymana przez nas do recenzji, tym razem jednak za sprawą portalu Creatio Fantastica, gdzie też ukazało się parę słów o niej, pisanych przez Łotra.

Stos drugi, również mieszany (:
7. „Pies Baskerville'ów”, Artur Conan Doyle, Wydawnictwo Vesper. Do recenzji, czeka jeszcze na przeczytanie.
8. „Inwazja porywaczy ciał”, Jack Finney, Wydawnictwo Vesper. Czyli temat ostatniej blogowej notki (:
9. „Kiedy Bóg zasypia”, Rafał Dębski, Fabtyka Słów. Pięknie wydana książka, patronat medialny Konwentów Południowych, z tej przyczyny też do mnie przybyła. Recenzja gotowa, czeka na publikację.
10. „Jaksa”, Jacek Komuda, Fabryka Słów. Sytuacja jak powyżej, ale „Jaksa” jeszcze czyta w kolejce do czytania.
11. „Jadowity miecz”, Rafał Dębski, Fabryka Słów. Obecnie przeze mnie czytane (:
12. „Droga Szamana. Etap pierwszy: początek”, Wasilij Machanienko, Insignis. Książka z nowego-nienowego gatunku LitRPG, przeczytałam z ciekawości, zrecenzowałam... Recenzja czeka na publikację na portalu Creatio Fantastica.
13. „Porzuceni”, Tomasz Jacek Graczykowski, Goneta. Zakup własny w celu zadośćuczynienia wewnętrznemu pragnieniu czegoś w klimatach cyberpunka.
14. „Fantazmaty. Tom 1”, antologia opowiadań. Papierowa wersja antologii, która wyszła jako darmowy ebook, a przy której tworzeniu brałam udział jako korekta. Bardzo ładny tomik, miło było postawić go na półce (:

No i zostały gry... Tu będzie szybko.
15. „Sherlook”, Wydawnictwo Trefl Joker Line. Do recenzji od wydawnictwa, parę słów na jej temat pojawi się niedługo na portalu Konwenty Południowe.
16. „Ruszyłbym na smoka”, Black Monk. Maleństwo, prosta gra karciana oparta na opowiadaniu. Ruszyłbym na smoka, ale... Cóż, smoki są groźne (: Łort napisał już coś na temat tej pozycji.
17. „Origami”, Rebel. Egzemplarz przedpremierowy od wydawnictwa, recenzja już pojawiła się na stronie portalu.
18. „Niezłe ziółka”, Granna. To już mój zakup, bo strasznie podobają mi się gry w tematyce roślinnej. Ziółka są łatwe, pięknie wydane, wymagają nieco główkowania, ale relaksują - czego chcieć więcej? Może napiszę coś o nich w najbliższym czasie.

To tyle póki co, kolejne stosiki będą już aktualizowane porządnie, mam nadzieję (:
Miłego wakacyjnego odpoczynku!

__________
Grafika ilustrująca post: CC by Katya Austin on Unsplash.