niedziela, 6 października 2019

„Cena honoru” Maciej Para – recenzja książki

Jak przeciętny czytelnik fantastyki widzi krasnoludy? Jest to chyba najbardziej obłożona stereotypami rasa, jaka zaistniała w fantastycznych realiach. Typowy krasnolud, poza tym, że nie grzeszy ani wzrostem, ani gładkością oblicza, jest zażarty w boju, nieumiarkowany w piciu, chciwy na złoto, dla wrogów pamiętliwy, a dla przyjaciół wierny. Do nieco milszego wizerunku krasnoluda przyzwyczaił nas Tolkien, humorystycznego – Pratchett, a więcej na temat tej rasy w kontekście wojen i honoru można dowiedzieć się zagłębiając się w uniwersum Warhammera Fantasy. Trudno jednak na polskim rynku – poza tytułami towarzyszącymi systemom bitewnym i nawiązującymi do nich – o pozycje książkowe, w których krasnoludy występowałyby w roli głównej. Naprzeciw potrzebom fanów tej rasy wyszedł Maciej Para ze zbiorem opowiadań „Cena Honoru”.

W Vorgaardzie nie dzieje się dobrze. Kraj ten, zamieszkiwany przez wiele ras i stworzeń, targany jest nieustającymi konfliktami. W książce Macieja Pary koncentrować się będziemy na tych, które rozgrywają się pomiędzy krasnoludami, podzielonymi, jak się okazuje, o wiele bardziej, niż można by było się tego spodziewać. Mocno zarysowane są tu różnice pomiędzy poszczególnymi klanami, ich wyglądem, sposobami walki, wykonywanym rzemiosłem i poglądem na słuszność tego, co robią ci drudzy. Początek długiej historii nieszczęść i walk nakreślony jest w opowiadaniu otwierającym zbiór, tytułowej „Cenie honoru”. Władca Angazgron, Król Pod Górą, umarł, a jego jedyny dziedzic zaginął bez śladu. W społeczeństwie tak ceniącym sobie utarte rozwiązania i wartości, konieczność wyboru kolejnego władcy staje się niemal niemożliwa – tym bardziej, że przy tej okazji podnoszą głowę wszelkie ukryte dotąd zatargi, uprzedzenia i zapamiętane urazy. A to tylko jeden z problemów, bo na całą rasę czekać będzie niejeden wróg zewnętrzny.

Zaskoczyła mnie wielopoziomowość konfliktów, które toczą społeczność krasnoludów w „Cenie honoru”. Dorzucenie do tak niełatwych z charakteru postaci kolejnej warstwy zatargów, które można określić mianem „rasowych” (nawet jeśli rozgrywają się w obrębie jednej przecież, ale jakże zróżnicowanej, rasy), już samo w sobie zapowiada kłopoty. Te w zasadzie skupiają się, na początku przynajmniej, wokół klanu Mrocznych Kowadeł, których członkowie władają magią. Ten ogrom nieufności, pogardy i nienawiści, które rodzą się przy okazji sporów o wyłonienie nowego władcy, jest przerażający – a prowadzić będzie do dalszych potworności. W trakcie lektury przyjdzie nam znaleźć się na radzie w Angazgron, która potoczy się zupełnie inaczej, niż powinna, w domach tych, którzy związali swoje życie z kimś z „ciemniackich” Mrocznych Kowadeł, by obserwować rzeź ich rodzin i przyjaciół, spotkać na polu bitwy, po przeciwnej stronie, dawnych przyjaciół…

Ale krasnoludy z Vorgaardu są przede wszystkim „swoi”, bliscy, przedstawieni od strony niemalże „ludzkiej”. To czyjeś dzieci, bracia, siostry, ojcowie, matki, jednakowo przywiązani do swoich rodzin i stawiający je – i honor – ponad wszystko. Niestety, jak się okazuje, nie dla wszystkich honor jest tym samym i w podobny sposób się przejawia. Różne punkty widzenia, jednakie przywiązanie do wartości i przekonanie o własnej słuszności – tu wystarczy iskra, by zaczął się pożar nie do ugaszenia przez długie lata. „Jeśli to właśnie nazywacie honorem… to wolę umrzeć zhańbiony” – powiedział Thormar Mistrz Kuźni, odmawiając wydania żony i syna na pastwę poszukujących „ciemniackiego ścierwa” członków klanu Młotodzierżców. I tu leży sedno wielu problemów, o których przyjdzie nam czytać w „Cenie honoru” – co dla jednego jest honorem, dla drugiego może być hańbą. 

Książka wydana jest przepięknie, dopracowana do najmniejszego szczegółu. Twarda oprawa, mapy i ilustracje autorstwa Zyty „Morgoth” Resakowskiej, wiele elementów ozdobnych, gruby, szorstki papier stron, wszystko to sprawia, że po prostu przyjemnie jest trzymać ten niemały w sumie tomik w rękach. Jest to naprawdę świetnie wydana książka – taki self-publishing mógłby być wzorem dla wielu „zwykłych” wydawnictw. Czego mi brakuje? Jakiegoś glosariusza, dramatis personae – opowiadania są krótsze i dłuższe, ale jednak rozgrywające się w jednym świecie i często nawiązujące do przeszłych wydarzeń, czasem większe przeskoki czasowe pomiędzy nimi powodują dezorientację, nawet jeśli każde opatrzone jest datą. 

„Cena honoru” to solidna pozycja, która trafi zwłaszcza do osób żywiących szczególną sympatię do krasnoludów, ale nie tylko – będzie kopalnią wiedzy dla miłośników klasycznego fantasy czy graczy w papierowe RPG, którzy chcieliby spróbować swoich sił z tego typu postacią i potrzebują czegoś dla wczucia się w klimat. Dlaczego właśnie „Cena honoru”, a nie na przykład Gotrek? Ano dlatego, że nie ma w niej tak wiele tego okrutnego patosu, który towarzyszy wspomnianemu wyżej, jest więcej zwykłego życia, charakteru i rozważań nad kwestiami przyziemnymi, więcej konsekwencji działań widocznych na poziomie emocjonalnym postaci, widać więcej motywacji ich działań i, przede wszystkim może, odejście od typowego dla literatury fantasy kanonu piękna. Krasnoludy u Pary mają własne standardy urody, i widzą piękno nie tylko w wyglądzie zewnętrznym. Polecam i mam nadzieję, że autor nie poprzestanie na tej jednej pozycji.

Dane ogólne:
Tytuł: Cena honoru
Autor: Maciej Para
Wydawnictwo: Self-publishing
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 360

Książkę można znaleźć i zakupić u autora (: