Barnim. Woda - zbiórka na polakpotrafi.pl

Dołącz do wspierających i przeżyj przygodę wraz z bohaterami sagi!

Geniusze fantastyki - antologia

Antologia opowiadań pod patronatem Kota w Bookach - za darmo do pobrania!

Grimm Fairy Tales #04: Rumpelsztyk

Czwarty zeszyt kultowej serii "Grimm Fairy Tales" - premiera pod patronatem Kota w Bookach!

Grimm Fairy Tales #05: Śpiąca królewna

Piąty zeszyt cyklu "Grimm Fairy Tales" - klasyczna opowieść w nowej wersji, premiera pod patronatem Kota w Bookach!

Dragon Age: Zabójca magów #01

Pierwsza część serii "Dragon Age: Zabójca magów" - już u nas!

środa, 30 marca 2016

Czworo w Krainie Czarów. "Studnia Zagubionych Aniołów" Artura Laisena

Czytając fantasy nie sposób czasem nie pomyśleć, że właściwie to o wiele lepiej żyłoby nam się w świecie, o którym mowa w książce. Nie liczą się w tym przypadku rzeczy takie jak wojny i rozmaite inne tragedie dziejące się na fantastycznym lądzie, często w skali, którą trudno przełożyć na jakiekolwiek wydarzenia u nas – w końcu jak często zdarza się nam upadek cywilizacji, eliminacja całej rasy, powstanie nowej bądź wielka międzywymiarowa bitwa? Ważne są inne różnice: ludzka mentalność, dawniejszy, wyidealizowany do granic możliwości obraz stosunków międzyludzkich oraz… magia. Coś, czego brakuje wokoło, a co bardzo umiliłoby życie. Pamiętam dobrze, że gdy byłam o wiele młodsza, przeczytałam u Andre Norton o bramach, które miały przenosić zbłąkanych wędrowców do świata, do którego pasowaliby najlepiej bądź tego, w którym są potrzebni. Takie rzeczy działały w dwie strony, ale czy któryś z bohaterów chciał wracać? Lubiłam wtedy myśleć, że przypadkowo spotkane specyficzne formacje skalne lub stare, powyginane drzewa znaczą właśnie takie miejsca. Nadal jednak jestem w tym samym paskudnie przyziemnym miejscu, a jedyną formą portalu do innej (lepszej? Na pewno ładniejszej…) rzeczywistości pozostają książki. A wspomnienia te wróciły do mnie dzięki Arturowi Laisenowi i jego „Studni Zagubionych Aniołów”.

sobota, 26 marca 2016

Lis: gra karciana. Zapowiedź wydawnictwa Lynx Games


Hej hej! Dotarła do nas ostatnio ciekawa informacja. Pamiętacie pewnie "Lisa" - komiks wydawnictwa Sol Invictus. który znany jest czytelnikom tego bloga z naszych recenzji. Opowiadał on o przygodach Gabriela Majewskiego - absolwenta biotechnologii, któremu trochę... nie powiodło się w życiu. Brak pracy w zawodzie, wyjazd za granicę, gdzie udało mu się uzyskac jedynie posadę portiera w laboratorium, wreszcie wypadek w pracy i powrót do kraju... przyszłość nie zapowiadała się dobrze. Na dodatek w samej Warszawie coś się dzieje: na ulicach grasuje tajemniczy i nieuchwytny Strażnik, wymierzający sprawiedliwość na własną rękę i niejednokrotnie w bardzo brutalny sposób. Tymczasem Garbiel, jak się okazuje, wcale nie wrócił z emigracji z pustymi rękami... dramatyczne wydarzenia w Londynie odcisnęły na nim piętno w postaci nowych, nienaturalnych umiejętności. Jednak Gabryś ma zamiar wykorzystać je nieco inaczej... 

piątek, 25 marca 2016

Baśń o dziejach śląskich. "Ich kciążęce wysokości. Część dolnośląska" Jerzego Ciurloka

O królach i królowych czytamy zazwyczaj w bajkach bądź opowieściach fantastycznych, spora część czytelników spotyka się też co jakiś czas z różnymi wersjami legend. Czasem czytujemy książki historyczne. Jest wiele opowieści, pisanych o co bardziej znanych polskich królach bądź osobach zapisanych w arkanach świata jako święci, z różnych powodów. Ci mniej znani czekają na swoje „pięć minut”, czasem omówieni na jakiejś lekcji historii i szybko zapomniani. Najczęściej jednak nie do końca wiemy, jak to było kiedyś z ziemiami, na których mieszkamy, wiedza ta gubi się zazwyczaj w ogromie informacji z historii ogólnej, jaka jest nam przekazywana w szkołach. Sposobem na zachowanie jej, zwłaszcza w obliczu aktualnie dziejących się przemian, są książki pisane przez pasjonatów. Taką książką jest „Ich książęce wysokości” Jerzego Ciurloka.

środa, 23 marca 2016

Wieczorynka #6: "Idź i czekaj mrozów" Marty Krajewskiej. Fragment powieści

Dobry wieczór! Dawno nie wrzucaliśmy czegoś do poczytania przed snem. Wreszcie zdarzyła się okazja, by to nadrobić, tak więc, dzięki wydawnictwu Genius Creations, mamy dla Was fragment książki "Idź i czekaj mrozów" Marty Krajewskiej. Ta piękna opowieść, którą można okrelić jako słowiańskie fantasy, będzie miała premierę już 30 marca, natomiast ebook dostępny jest w sprzedaży już, na przykład w księgarni Madbooks. Dodam też, że wspomniana powieść wyjdzie pod patronatem bloga Z Pamiętnika Książkoholika, po dokładniejsze informacje zapraszam więc, oprócz strony wydawnictwa, właśnie tam (: Tymczasem - miłej lektury!




Rozdział 1
Prawo mężów i ojców

Córka zielarza biegła przez las, lawirując między sosnami. Miała zacięty wyraz twarzy i rozwiane w pędzie ciemne włosy. Uwagę skupiała na omijaniu korzeni i ukrytych pod liśćmi dziur w poszyciu. Do przodu, sądząc po wyrazie oczu, pchała ją wściekłość.
Jak strzała wypadła na polanę, rozgarniając w biegu gałęzie krzaków, porastających skraj lasu. Wybiła się mocno, przesadzając wielkim susem wygrzewające się w słonku ostrężyny. Zahaczyła stopą o jedną z tegorocznych witek, straciła równowagę i z krótkim piskiem runęła w trawę.
– Na demony Welesa! – krzyknęła, wstając energicznie.
– Muuu-uu!! – odpowiedziała jej krowa, zdziwiona niespodziewanym pojawieniem się właścicielki.
Zaaferowana otrzepywaniem sukienki panna zatrzymała się w pół ruchu, wyprostowała nagle i sprężystym krokiem pomaszerowała w stronę zwierzęcia, które wciąż gapiło się na nią bez śladu zrozumienia.

poniedziałek, 21 marca 2016

ŚBK: Przykurzątka, czyli książkowe wyrzuty sumienia

Hej hej! Dzisiaj 21-szy, więc czas na kolejny post z cyklu Śląskich Blogerów Książkowych. Miałam w planach napisać go w klimacie wiosennym, niestety pogoda skutecznie udaremniła mi zrobienie odpowiedniego zdjęcia. Jest po prostu pochmurno i szaro... aż mi smutno, bo chciałam przy okazji pochwalić się nową zieleninką, która dołączyła do mojego parapetowego ogródka w ostatnich dniach. Co do ilustracji, musiałam więc posiłkować się internetowną*. Muszę przyznać jednak, że ta ładnie oddaje nastrój i tematykę, a książki przedstawione na niej nawet wyglądają na takie, które lubią się kurzyć...
Do rzeczy. Co to są przykurzątka? Krótko mówiąc, to takie książki, które zamierza się przeczytać... i nie może. Z różnych przyczyn: albo się nie ma czasu, albo inne, pilniejsze do przeczytania... po prostu coś, co leży na półce i się właśnie kurzy, oczekując na swoją kolej.

niedziela, 20 marca 2016

Co by było, gdyby?... "Exclamat!on", recenzja komiksu

Superbohater to ktoś, kto posiada więcej możliwości od zwykłego człowieka. Został obdarzony niezwykłą siłą, umiejętnościami, których posiadać nie powinien: umie latać, wzrokiem przebija mury, bądź po prostu powierzono mu jakąś broń o niespotykanej mocy, którą dzierżyć może tylko ten jeden, wybrany. Co może zrobić taki ktoś? Pozornie wszystko, chociaż utarło się, że ludzie obdarzeni nadnaturalnymi mocami wykorzystują swoje talenty, stając po wybranej przez siebie stronie w odwiecznej walce dobra ze złem, a więc, krótko mówiąc, jedni psują, inni naprawiają. Przy okazji realizują czasem jakieś z dawna zapomniane marzenia, mszczą się za krzywdy wyrządzone im lub ich bliskim i tak dalej. No, chyba, że są początkującymi superbohaterami. Wtedy to różnie bywa.

piątek, 18 marca 2016

W owczym pędzie, na krawędź urwiska - "Ślepe Stado" Johna Brunnera

Uważni stali bywalcy naszej wspaniałej nory mogą kojarzyć, że John Brunner był dla mnie czymś w rodzaju wielkiego odkrycia ostatniego roku – podziwiałem kunszt, z jakim przedstawiał wymyślone przez siebie światy, misterne konstrukcje fabuł i niebanalny sposób, w jaki to wszystko prezentował. Nie dziwota więc, że po "Ślepe Stado", zdaniem wielu wszelkiej maści znawców tematu najwybitniejsze dzieło tego autora, sięgnąłem - nomen omen! - na oślep, spodziewając się jeszcze więcej tego samego – świetnie zaprezentowanej dystopii i mającej w niej miejsce interesującej, porywającej opowieści. Czy trafiłem? Jest jeden sposób, by się przekonać...

czwartek, 17 marca 2016

Korporacyjna bajka o królewiczu, złym lisie i skośnookiej wróżce, czyli "CK Monogatari" Artura Laisena

Praca w dużej korporacji ma swoje plusy i minusy. Jednym z tych pierwszych jest z całą pewnością możliwość nauczenia się wielu rzeczy w bardzo krótkim czasie. To samo można uznać za minus, jeśli dysponuje się niewielką odpornością na presję i konieczność bycia na pełnych obrotach przez długi czas, by nie narobić sobie zaległości. To sprawia, że taka robota nie jest dla każdego – utrzymają się tylko ci, którzy niewrażliwość i naturalną zdolność do przyswajania informacji łączą z zamiłowaniem do szybkiego życia w ciągłym stresie, lub… z brakiem innego wyboru. Jednak nawet tak szczególne jednostki przyznają, że praca w takim miejscu jest męcząca i wymaga często poświęcania sporej części życia prywatnego. Jeszcze bardziej specyficzną odmianą wielkich koncernów są te pochodzenia azjatyckiego, z japońskimi i koreańskimi na czele. W nich panują, oprócz wyżej wspomnianych warunków, szczególna obyczajowość, do której trzeba po prostu się dopasować, jeśli chce się żyć dobrze z przełożonymi. No cóż, tak czy inaczej, w korpo można znaleźć wiele rzeczy, ale nigdy nie spodziewałabym się tam magii. Artur Laisen udowodnił mi, że byłam w błędzie.

poniedziałek, 14 marca 2016

Aktualnie. "Wojsko Berlinga i Żymierskiego 1943-1945" Henryka Stańczyka i Stefana Zwolińskiego

W ciągu ostatniego roku można było zauważyć znacznie zwiększone zainteresowanie tematyką polskich wojsk w przebiegu drugiej wojny światowej. Powodem tego był, zdaje się, obchodzony niedawno Dzień Żołnierzy Wyklętych, które to święto spowodowało wzmożoną aktywność internautów w dyskusjach ma bieżący temat, które to rozmowy w znaczniej mierze odbywały się w nastroju żywym, i, co tu dużo mówić, nieprzyjemnym.  Dzień ten obchodzony jest co prawda od 2011 roku, gdy został uchwalony ustawą przez ówczesnego prezydenta RP, jednak uwagę Polaków zwróciło, dopiero szersze propagowanie w mediach wiedzy o tym, jakie okoliczności i osoby wiążą się z tym wydarzeniem. W sukurs dyskusji idą wydawnictwa, wypuszczając na rynek kolejne publikacje, mające przedstawić temat odpowiednio jasno, aby wiedza o tym, co działo się na ziemiach Związku Radzieckiego za czasów wojennych nie poszła w zapomnienie. „Wojsko Berlinga i Żymierskiego 1943-1945” Henryka Stańczyka i Stefana Zwolińskiego jest kolejną pozycją ukazującą tą właśnie część polskiej historii, która trafiła w moje ręce.

sobota, 12 marca 2016

Jaki zapach ma wolność? "Rumianek i mięta" Agaty Mańczyk

Gdy ma się ku wiośnie, robi się cieplej (chociaż nadal zdarzają się okresy śnieżne), na grządkach powoli zakwitają krokusy i przebiśniegi, czytelnicze nastroje również zmierzają w stronę czegoś odświeżającego. Skąd jednak wziąć wiosenną książkę – nie licząc tych przyrodniczych, oczywiście? Z pomocą przychodzą na szczęście nasi polscy autorzy. Niedawno, bo jeszcze w styczniu dotarła do mnie książka Agaty Mańczyk „Eukaliptus i werbena”, będąca piękną, ziołową wręcz (nie tylko z tytułu) opowieścią o rodzie kobiet, które pielęgnują z dawien dawna posiadany talent do zapachów. Ów dar wiąże się z posiadaniem własnej, dwuskładnikowej mieszanki aromatycznej, innej dla każdej z pań, która miała ją chronić i pomagać w osiąganiu zamierzonych celów. Ma to jednak straszną cenę: każda Huczmiranka, bo takie nazwisko nosi rodzina, musi pozostać wierna rodowi i jego interesom, co oznacza najczęściej rezygnację z własnego szczęścia. W innym przypadku słabnie i umiera, pozbawiona wzmacniającej ją mocy sióstr czy kuzynek. Brzmi jak bajka? Może odrobinę, jednak czytając książkę pani Mańczyk szybko można się zorientować, że bajkowe elementy są w mniejszości, a Huczmiranki to marny materiał na księżniczki. Jednak ich historia nie dobiegła jeszcze końca, a jej uzupełnieniem jest „Rumianek i mięta”, tom drugi.

czwartek, 10 marca 2016

Patronat medialny: "Geniusze fantastyki". Recenzja antologii

Jaki prezent urodzinowy może sprawić sobie i swoim czytelnikom wydawnictwo? Nową powieść, czy może zbiór opowiadań? Rzecz jest dość łatwa do przewidzenia. A co, jeśli taka okazjonalna pozycja będzie nie dość, że złożona z ponad 1000 stron tekstu, ale i dostępna zupełnie za darmo? „Geniusze fantastyki”, bo o tym zbiorze mowa, został wydany z okazji drugiej rocznicy powstania wydawnictwa Genius Creations. Jak na prawdziwy prezent przystało, jest nie tylko obfity w treść, dostępny dla każdego, ale – przede wszystkim – tak urozmaicony, że powinien przypaść do gustu nawet najbardziej wymagającemu czytelnikowi fantastyki.

wtorek, 8 marca 2016

More Books! #12 Luty - Marzec '16, czyli fantastyczność w pigułce i trochę dobrych wiadomości

Hej! Stosik w tym miesiącu pojawia się ze znacznym opóźnieniem, niestety, zabiła nas (mnie!) praca związana z kończeniem ocen opowiadań konkursowych dla wydawnictwa Genius Creations (przypomnę - konkurs "Dobro złem czyń"). Swoje typy i przemyślenia, wraz z arkuszem ocen, już szczęśliwie oddałam, wyniki pojawią się jak zostaną przetrawione przez osoby odpowiedzialne, tymczasem czas przyszedł wreszcie na jakieś przyjemności... i nie tylko. Mamy do napisania parę recenzji, a że w tym czasie przeczytało się sporo, to dni najbliższe przeznaczymy na nadrabianie tych własnie zaległości. Zaczniemy, oczywiście, od "Geniuszy fantastyki", czyli naszego przecudownego patronatu, który jest już dostępny do pobrania za darmo na stronie wydawnictwa - zapraszam! - a co potem? Osoby, które śledzą fanpage bloga, już wiedzą z grubsza, co się będzie działo, mam jednak jeszcze kilka niespodzianek.