sobota, 13 sierpnia 2016

"Lis #04: Obława" - recenzja komiksu

Pamiętacie jeszcze „Lisa”? Dużo czasu zdążyło upłynąć, odkąd przedstawiałam czytelnikom trzeci zeszyt serii o Gabrielu Majewskim i jego burzliwych losach jako przypadkowego superbohatera wrzuconego w polskie realia. Od premiery ostatniego odcinka, która miała miejsce na tegorocznym Pyrkonie, też zdążyło minąć już dobrych kilka miesięcy, w tym czasie jednak sporo się działo. „Lis” zdążył zdobyć sobie spore grono fanów, o czym najlepiej świadczy fakt, iż nakład pierwszej części prędko rozszedł się aż do ostatniej sztuki. Jeśli więc ktoś jeszcze nie ma, a chciałby, zalecałabym pośpiech w przeszukiwaniu sklepów, może gdzieś jeszcze zalegają jakieś ukryte przed ludzkim wzrokiem komiksowe skarby. Tymczasem jednak mam do powiedzenia coś o zeszycie czwartym, zatytułowanym „Obława”.

W trzeciej części dowiadujemy się o planach Gabriela i Laury. Jak się okazało, siostra Lisa nie tylko zdaje sobie sprawę z jego działalności, ale jest też w nią bardzo zaangażowana, pozostając na pozycji pomysłodawcy i swoistego „menadżera”. Ona też wskazuje bratu sposób na Strażnika – środki usypiające, które Gabryś „grzecznie” wykrada z miejscowego ogrodu zoologicznego. Jest nastawiony sceptycznie do planów zneutralizowania wielkoluda w ten sposób, nie ma jednak dużego wyboru – albo to, albo będzie musiał ukryć się na jakiś czas dla własnego bezpieczeństwa. W tym czasie namiar na kryjówkę przestępcy dostaje ekipa komisarza Zgrozy, od razu wyruszając w celu ujęcia go, nie wiedzą jeszcze jednak, a czym przyjdzie im się zmierzyć.

O ile w zeszycie trzecim dominował klimat raczej statyczny i pełen pewnego zniechęcenia po tym, jak Gabriel dostaje od rywala srogi łomot, z lekkim dodatkiem moralniaka przez parę ofiar postronnych – o tyle „Obława” jest jazdą po bandzie. Zapowiada ją już wypad ekipy policyjnej w celu aresztowania Strażnika – akcja pełna niewiadomych, bo też ani zgłoszenie, ani obiekt nie są pewne. Mogłoby to bardzo skomplikować plany Gabrielowi, jak się okazuje jednak, policja stanowi doskonały sposób na odwrócenie uwagi. W końcu wystarczy tylko wcisnąć strzykawkę zajętemu rozgramianiem stróżów prawa obiektowi… jednocześnie dodając kilka punktów do listy potencjalnych ofiar dla nieliczącego się z niczym poza samym sobą mutanta. Starcie jest okrutne i nie pozostawia Lisowi opcji na załatwienie sprawy z ukrycia – giną kolejni ludzie. Jest więc brutalnie, leje się krew i trzaskają łamane kości.

Krótkie spojrzenie pod koniec obejmuje też postać Laury żegnającej się z ojcem na lotnisku, jest to więc już pewna zapowiedź jej udziału w kolejnych częściach. Ale pojawia się jeszcze jedna osoba… Ktoś, kogo już znamy, ale niekoniecznie lubimy. A raczej – trudno póki co wyczuć, czego można się po tej postaci spodziewać. Jedno jest pewne: komplikacji nie braknie. W tym wszystkim szkoda mi tylko Zbyszka Zgrozy – wspominałam już, że gościa uwielbiam? – bo trochę mu się oberwało. Ciekawą sprawą jest to, że Lis swoje miano oficjalnie zyskuje dopiero teraz, nazwany tak, niebezpośrednio, ale jednak, przez Strażnika: „Lis wylazł z nory”. Bardzo przypadło mu to do gustu, i trudno się dziwić.

Mała próbka klmatu "Lisa".
Pod względem wizualnym trudno cokolwiek „Obławie” zarzucić: trzyma poziom, znany już z poprzednich części. Mamy tu okazję podziwiać dynamikę starć, ukazaną bez przesadnej szczegółowości, ale wystarczająco sugestywnie, by oddać siłę pięści Strażnika, paniczną akcję policjantów i zwinność Lisa. Wszystko dzieje się nocą (poza oczywiście scenami Laury), kolorystycznie będzie więc ciemno, brudno i bardzo kontrastowo, ale do takich widoków ekipa „Lisa” już przyzwyczaiła czytelników, dość więc będzie powiedzieć, że nadal jest na co popatrzeć.

Zeszyt czwarty najlepiej byłoby czytać od razu po trzecim, jako że wydają się stanowić ścisłą całość: „trójka” to informacje, „czwórka”- działanie. Efekt przynoszą poczynione w poprzedniej części plany i założenia, niezupełnie zgodny z oczekiwaniami, ale za to bardzo widowiskowy. Dodawszy do tego Laurę, jak zawsze oszałamiającą i wyróżniającą się alternatywnym stylem ubierania się oraz jeszcze jednego osobnika, którzy zmierzają do Polski, w samo serce akcji, trudno nie oczekiwać czegoś specjalnego w kolejnym odcinku – który, mam nadzieję, ukaże się wkrótce.

Dziękuję serdecznie wydawnictwu Sol Invictus za udostępnienie komiksu do recenzji (:

Dane ogólne:
Tytuł oryginału: Lis #4: Obława
Autorzy: Dariusz Stańczyk (scenariusz), Dorota Papierska (rysunki), Jakub Oleksów (tusz, kolory)
Wydawnictwo: Sol Invictus
Rok wydania: 2016
Liczba stron: 32
_________________________________________

Recenzje pozostałych części:

2 komentarze:

  1. Wow nigdy nie słyszałem o takim komiksie. Bardzo fajna recenzja. PS.: Uwielbiam nazwę twojego bloga! Zapraszam na mój nowy blog z recenzjami książek :)

    OdpowiedzUsuń

Daj znać, że widzisz ten post - zostaw komentarz albo "lajka"! (: