niedziela, 21 lutego 2016

ŚBK: Autorzy, którzy poruszają nasze dusze

Dziś 21, czas więc na pierwszy post specjalnego cyklu notek. Dołączyliśmy niedawno do Śląskich Blogerów Książkowych, gdzie doszliśmy do wniosku, że fajną sprawą są tego typu tematyczne notki i warto zrobić kolejną edycją - do której miałam okazję dołączyć :3 Posty z tej serii będą się ukazywać 21-go każdego miesiąca, przez pół roku.

Pierwszym zadanym tematem są autorzy. Nie byle jacy, bo chodzi o osoby specjalne, których twórczość w jakimś względzie oddziałuje na nas i pozostanie z nami na dłużej, by do niej wracać co jakiś czas. Niekoniecznie są to twórcy, których każdą pozycję przyjmuje się z otwartymi ramionami, by się nią zachwycać, nie zawsze poszukuje się innych dzieł - po prostu ktoś, kogo słowa wpłynęły na nas bardziej niż zwykle...

Postanowiłam wyłonić w swoim czytelniczym skarbczyku trzy takie osoby. Zobaczmy...

1. Tomek Tryzna
Jego "Panna Nikt" towarzyszy mi już od niemal 15 lat. Jest pierwszą książką, która zrobiła na mnie aż takie wrażenie, pierwszą, w której się odnalazłam i w której utopiłam znaczną część swojego młodzieńczego buntu. Jest to tez pozycja, która silnie oddziaływuje na mnie po dziś dzień, z której bohaterką identyfikuję się i potrafię wzruszyć się na samo wspomnienie niektórych scen. Mało który autor potrafił tak zagrać mi na emocjach, jak Tryzna. Mam do przeczytania jeszcze dwie jego książki, "Idź, kochaj" i "Blady Niko", nie są one jednak tak popularne i dostępne jak "Panna Nikt". I szczególnie nie spieszę się do znajomości z nimi. "Panna Nikt" jest po prostu kompletną opowieścią, po której ostatnim, co można by czuć, jest niedosyt czy potrzeba większej ilości wrażeń.


2. J.R.R. Tolkien
Nie mogło być inaczej. Wiele jest osób, które chętnie podyskutowałyby na temat pierwszeństwa, inspiracji, nowości, ale tu nie o spory chodzi. Książki Tolkiena zebrały wszystko to, co kochałam w fantasy i folkowych opowieściach w jedną cudowną całość. Śródziemie jest miejscem, w którym mogłabym żyć, więc jeśli istnieje portal, który mógłby mnie przenieść tam, to proszę, chcę wiedzieć, jak do niego dotrzeć i wykupić swój one way ticket! Dziękuję panu, sir, za "Władcę Pierścieni", za "Silmarillion" i resztą twórczości.




3. Marion Zimmer-Bradley
Ta pani odgrzebała w mojej pamięci wszystko to, co było dobre w starej magii, znanej z legend o Królu Arturze. Z "Mgłami Avalonu" pierwszy kontakt miałam, gdy trafiłam przypadkiem na film, kręcony na podstawie książki. Ot, leciało coś w telewizji w czasach, gdy ją jeszcze oglądałam: jakieś okołoarturiańskie rzeczy, dobra, oglądam. No i się zakochałam. Potem pilnie poszukiwana książka... Nie udało mi się wtedy jej znaleźć, w bibliotece znalazłam jedynie "Leśny dom". To wystarczyło. "Mgły Avalonu" wzięłam w ręce dopiero, jak dostałam je kiedyś w ramach prezentu urodzinowego, dobrych parę lat później. Polskie tłumaczenie jest dosyć dziwne - "Morgiana"? Dlaczego tak? To nie brzmi! - ale i tak jestem szczęśliwa, mogąc wracać do tej książki za każdym razem, gdy się za nią stęsknię. A to tylko opowiedziana jeszcze raz historia Króla Artura... ale jak opowiedziana! Z kobiecego, bardzo emocjonalnego punktu widzenia, postawiła na głowę wiele wartości głoszonych przez tę legendę, mieszając dobro ze złem i pokazując, że nic nie jest stałe i jednoznaczne.

Tyle ode mnie... Mogłabym wymienić więcej, dodać kilku ulubionych autorów fantasy (Pierumowa chociażby, Pratchetta, Sandersona, Sapkowskiego choćby!), ale to wszystko wymaga jeszcze kilku lat weryfikacji. Z przyjemnością napiszę jeszcze kiedyś podobne zestawienie by sprawdzić, co się w tej kwestii zmieniło.

 Milczek się nie dopisuje, jako że cierpi na bezwenie, może mu jednak przejdzie za jakiś czas i coś dorzuci (;

Zapraszam na fanpage Śląskich Blogerów Książkowych:


13 komentarzy:

  1. Ach, mistrz Tolkien :)! Oczywista sprawa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, jest wymieniany często w takich zestawieniach, zupełnie zasłużenie (:

      Usuń
  2. Tolkiena lubię, ale bez uniesień. To rzadki przypadek, kiedy to film kupił mnie bez reszty, a książkę mam, bo mam. :)
    Jeśli chodzi o Marion, jej "Mgły Avalonu" są świetne. Przeczytałam, a zaraz potem (albo tuż przedtem, już nie pamiętam, a nie chce mi się grzebać w notkach) czytałam trylogię arturiańską Cornwella i to było absolutnie niezapomniane przeżycie, porównanie tych dwóch książek. :)
    Zwięzła lista, ale wyrazista.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie "Władcę Pierścieni" po raz pierwszy poznałam, oglądając film, jednak książka mnie zaczarowała, bo po prostu... jest tego więcej <3
      No i "Silmarillion"... mistrzostwo.

      Usuń
    2. Nie przebrnęłam przez "Silmarillion". Ale obciach, nie? ;)

      Usuń
    3. Nie. Ja też jeszcze nie przebrnąłem, ale czeka na swoją kolej...

      TAK, mam długą kolejkę klasyki gatunku do nadrobienia. Dzieciństwo spędziłem pod kamieniem.

      Usuń
    4. Szczerze mówiąc, sporo znanych mi fanów Tolkiena własnie Silmarillion sobie odpuściło, głównie chyba ze względu na zupełnie inny charakter tej książki - początek oceniają jako mdły.
      Milczek jeszcze próbuje...

      Usuń
    5. I chwała mu za to.

      Usuń
  3. Tolkien <3
    Ech, a ja czekałam na wpis, w którym wypowiecie się oboje, no cóż, rozumiem, że bez weny ani rusz, może następnym razem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie wyszło tym razem, ale następnego już nie odpuszczę.

      Usuń
    2. Miałem trochę roboty i jakoś brakło mi many na dwa teksty jednego dnia. Przepraszam! :<

      Usuń
  4. Już podoba mi się ten cykl, zaraz zajrzę również do innych ŚBK. Może zainspirowana waszą serią też się o coś takiego pokuszę, na razie realizuję muzyczne wyzwanie w takim stylu ;) Zapraszam na efekty.

    "Panna nikt" wciąż przede mną, ale cały czas nie mogę się doczekać poznania tej historii. Świat Tolkiena jest niesamowity. Numeru "3" nie poznałam, ale chyba to nie jest to, co lubię. Rycerze, dawne klimaty nieee dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń

Daj znać, że widzisz ten post - zostaw komentarz albo "lajka"! (: