sobota, 5 grudnia 2015

"From the hell's heart... I kick you in the nuts". Incognito #6: Kolory Grozy cz. I

Niewidzialność to jedna z najbardziej czadowych supermocy, jakie można mieć! Pomyślcie o tej całej gamie zastosowań, jakie można znaleźć dla czegoś takiego. Zjazd rodzinny, na którym trzeba wycałować wszystkie ciotki z czeterech stron świata? Puff! Nudne korpo-zebranie, na którym szef jak zwykle mówi o tym, jak ważna jest synergia? Puff! Randka w ciemno z dziewoją, która z automatu mówi, że jest weganką, robi crossfit i żywi się tylko "organiczną" żywnością? Puff! Empik jak zwykle ma całą masę książek, które oczywiście musisz dodać do swoich zbiorów, a na które absolutnie cię nie stać?* Puff! Wspaniała wizja. "Incognito: Niesamowity przypadek Pawła K." opowiada właśnie historię kogoś, kto taki niezwykły talent posiadł. I chociaż wciąż stawiam pierwsze kroki w świecie polskiego komiksu, zwłaszcza tego superbohaterskiego, właśnie z tego powodu zainteresowała mnie ta seria. Dziś na tapecie – zeszyt szósty... Od którego przyszło mi rozpocząć kontakt z "Incognito".

Pozwoliłem sobie na mały research po poprzednich zeszytach serii (dostępnych w sieci, w czerni i bieli, na stronie C&C Comics, o tutaj: http://cc-comics.pl/incognito/ - od szóstego numeru jednak wydawniczą pałeczkę przejmuje Sol Invictus, co zdecydowanie widać, a o czym za chwilę), aby rozeznać się, o co w tym naprawdę chodzi. Historia rysuje się następująco: Paweł Kamiński jest typowym outsiderem. Jego życie towarzyskie leży w kompletnych gruzach, jemu samemu brak odwagi i pewności siebie. Mówi o sobie, że pozostaje niewidzialny dla innych ludzi, ciekawszych niż on. Jak na ironię, pewnego wieczoru odkrywa, że faktycznie potrafi stawać się niewidzialny w chwili zagrożenia. Postanawia, że wykorzysta ten dar do walki z przestępczością na ulicach. Co ciekawe, supermoc Pawła nie czyni go od razu superbohaterem na miarę Flasha czy Kapitana Ameryki. Przyznaje, że nie jest silny ani szybki, ani nie stać go na niesamowite gadżety, wyposaża się więc w grube, nabijane ćwiekami rękawice, gaz pieprzowy oraz bomby błyskowe, które, wespół z nowo zdobytą mocą, pozwalają mu uzyskać nie do końca uczciwą przewagę w walce z oprychami (przyznaję, bardzo przypadł mi do gustu akurat ten smaczek). Przybiera też nowe imię, jego superbohaterski pseudonim: Incognito.

Szósty zeszyt serii składa się właściwie z dwóch części: pierwsza, "Pożegnanie", opowiada historę sprzymierzeńca Incognito, tajemniczej Alicji. Ta zaś, w towarzystwie niedawno poznanego Adama, odłącza się od naszego bohatera i rusza zbadać poszlakę, która może pomóc jej odszukać Barona – miejskiego króla zbrodni – i jednocześnie dowiedzieć się, skąd wzięły się jej niezwykłe zdolności. Druga zaś – Kolory Grozy – przenosi nas z powrotem do Pawła, który ma własne problemy. Musi bowiem stanąć oko w oko z nowym wrogiem - obcy zna jego tożsamość i wydaje się prowadzić z nim coś w rodzaju sadystycznych podchodów. Incognito musi dopaść go, zanim postanowi obwieścić światu, czym pan Kamiński zajmuje się po nocach...

"Incognito" to komiks, z którym mam kilka problemów. Pierwszy – najbardziej rzucający się w oczy - to taki, że kreska jest niesamowicie nierówna. Wszystkie zeszyty aż do tego momentu wyglądały mocno średnio, podobnie jak "Pożegnanie" – proporcje ciała postaci miejscami dziwne, podobnie jak ułożenie ich ciał, kolorystyka jakaś pastelowa (w #6 – poprzednie były czarno-białe)... Z kolei druga połowa zeszytu, właściwe "Kolory Grozy", wygląda już znacznie lepiej, w niczym nie ustępując, na przykład, takiemu "Lisowi". To zdecydowanie zmiana na lepsze. Drugi problem – to to, że mimo paru ciekawych smaczków, opowiadana tu historia wydaje się strasznie... typowa dla komiksów o superbohaterach. Do tego momentu nie nastąpiło nic niesamowitego, co przykułoby moją uwagę i sprawiłoby, że z niecierpliwością czekałbym na ciąg dalszy. Po trzecie, dialogi miejscami są sztywne, miejscami wydumane, za to miejscami chociaż błyskotliwe – choć ze strony samego Incognito aż za bardzo cwaniackie jak na kogoś, kto do niedawna uchodził za kompletnego outsidera. Przypomina się – aż za bardzo - inny, zamorski superbohater. Ten taki, co zawsze miał dostęp do sieci.

Finalny werdykt? "Incognito" to w moim odczuciu komiks mocno średni, ale zeszyt numer sześć wydaje się zwiastować nadchodzące zmiany na lepsze. I chociaż "Niesamowity przypadek Pawła K." niedociągnięć ma wiele i nie zaimponuje jak dotąd niczym komuś, kto, na przykład, widział już "Lisa", myślę, że mimo wszystko warto dać mu szansę. Bo a nuż ten szary, smętny frajer w kącie okaże się rzeczywiście mieć jakąś ukrytą moc – i tylko czeka na moment, by nią wszystkich zadziwić?

* - autor tego tekstu w żaden sposób nie promuje zachowań powszechnie uznawanych za karalne, a wręcz stanowczo je potępia. Podobnie jak politykę cenową wobec słowa pisanego w tym kraju.

Za udostępnienie egzemplarza do recenzji dziękujemy wydawnictwu Sol Invictus.

Dane ogólne:
Tytuł: Incognito #6: Kolory Grozy. Część I.
Autorzy: Piotr Czarnecki (scenariusz), Łukasz Ciżmowski i Monika Filipiak (ilustracje)
Wydawnictwo: Sol Invictus
Rok wydania: 2015
Liczba stron: 32

0 komentarze:

Publikowanie komentarza

Daj znać, że widzisz ten post - zostaw komentarz albo "lajka"! (: