wtorek, 28 kwietnia 2015

Nauka czy pseudonauka? "Siła czy Moc" Davida R. Hawkinsa

   Muszę przyznać, że mam w sobie pewien pociąg do ezoteryki i parapsychologii… bierze się to chyba z dziecięcego jeszcze upodobania do magii, której namiastką obecnie są takie alternatywne wierzenia i teorie, chętnie też, choć zazwyczaj tylko z ciekawości, czytam książki o tej tematyce. Czasem trafiają się prawdziwe perełki, które pomagają nakierować umysł na właściwy tok myślenia, pozwalający czerpać przyjemność z natury, otoczenia i kontaktów z ludźmi. A czasem… po prostu coś, co nie do końca daje się ogarniać przez osoby inne niż sam autor.

   „Siła czy moc” to traktat o odmiennym sposobie postrzegania fizyczności człowieka. Proponuje inny sposób myślenia o procesach zachodzących w ciele: na ruch mięśni maja wpływać nie tylko czynniki znane nam z nauki, ale także pozornie niezwiązane: emocje, prawdy, a nawet czasem przedmioty. I o ile można zrozumieć wpływ niemiłych słów na napięcie mięśniowe (zniżka nastroju powodująca osłabienie), to jak wytłumaczyć fakt, że taki efekt daje np. powiedzenie do badanej osoby czegoś nieprawdziwego, przy założeniu, że ta osoba nie wie o oszustwie? Dalej – efekty takie dawać mają również takie „bodźce”, jak: słodzik w zaklejonej kopercie (cukier mięśnie wzmacnia), oraz Jabłko opryskane pestycydami, w odniesieniu do tych z hodowli ekologicznych. A jak to się wszystko dzieje? To już trudniejsza kwestia. Autor określa to jako „moc” ciała, ma ona być, obok siły fizycznej, energią napędzającą mięśnie.

   Muszę przyznać od razu, że zarówno teorie głoszone przez pana Hawkinsa, jak i jego styl pisania, zupełnie do mnie nie trafiają. Problemem głównym są tu nadużywane w tekście słowa: „kalibracja” i „atraktor”. Jedno i drugie, w większości przypadków, używane jest tak „na skróty”, że aż błędnie. Autor bowiem „kalibruje” wszystko – każdą z emocji, miłość, a nawet prawdę… na podstawie właśnie napięcia mięśni. Wykonuje przy tym proste badanie: naciska lekko dłonią na wyciągniętą przed siebie rękę pacjenta, wypowiadając słowa i wartości. Dopóki ręka się nie ugnie przed naciskiem, dopóty moment „kalibracji” nie nastąpił. I tak można miłość „skalibrować” na poziom, dajmy na to, 500. 500 czego? Nie wiadomo, moc najwyraźniej nie ma jednostki. Ponadto, czy wpadł pan doktor może na to, że „kalibruje” nie prawdę, a poziom zmęczenia mięśni badanego?

   Słowo „kalibracja” pojawia się w tekście tak często, że aż kusiło mnie, by policzyć ile razy wystąpi w całości, wystarczy jednak wspomnieć, że napotykałam się na nie średnio 2-3 razy na stronę. Pan doktor Hawkins chwali się, że takich testów wykonał miliony, co jest imponujące, zważywszy na to, jak niewiele sensu w tym zobaczy osoba o moim, sceptycznym sposobie myślenia. Kolejną bolączką książki są przedstawiane w niej naukowe definicje – a potem ich interpretacja, która zupełnie nie ma już związku z naukowym wytłumaczeniem. Kinezjologia to nauka zajmująca się badaniem ruchu i wpływu aktywności fizycznej na mięśnie – ale nie „znacznie poniżej pojęciowej świadomości”. Najprościej w świecie na poziomie komórkowym zachodzą te procesy, i nie ma co się tu bawić w magię. Kolejny kwiatek: „dobroczynne bodźce fizyczne – na przykład korzystne suplementy odżywcze” – cóż, suplementy diety nijak nie będą czynnikami fizycznymi.

   Takie „zgrzyty” sprawiają, że książkę czyta się trudno, bo co rusz ma się wątpliwości do faktycznej wiedzy autora. Przedstawia się on tytułem naukowym, więc powinien nie dopuszczać w swoich publikacjach błędów rzeczowych na tak podstawowym poziomie, a tekst się od nich roi, do tego stopnia, że aż zdarzyło mi się zastanowić, czy pan doktor jeszcze nie wie, o czym pisze, czy już celowo wprowadza błędne informacje, bo tak po prostu lepiej pasują do jego teorii.

   Przyczepię się jeszcze do języka, jakim posługuje się autor. Tekst jest nasycony przymiotnikami wręcz do granic możliwości – wnioski nie są po prostu wnioskami, one są zdumiewające, natomiast wszelkie odpowiedzi – uderzająco prawdziwe. Takie nagromadzenie wzmocnień i superlatyw nie robi najlepszego wrażenia – a wręcz męczy po chwili czytania. Nadmiar wspaniałości nikomu nie służy.

   Ogółem, nie podzielam zachwytów nad tą książką, które zdążyłam już wynaleźć w sieci. Jak na mój gust, nie zawiera ona żadnej prawdy objawionej, a jedynie nierealne pomysły autora, podane pod pozorem naukowego przekazu, który na domiar złego wykonany został błędnie, z rażącymi brakami. Nie mam nic przeciwko alternatywnym teoriom, niemniej jednak próba wmówienia człowiekowi już na wstępie, że to, czym się zajmujemy, to na pewno najprawdziwsza i poważna nauka, już daje mocny pogląd na rzecz, i zupełnie nie jest to pogląd taki, jakiego „naukowiec” by oczekiwał. Pokrótce: zdecydowanie nie należę do grupy osób, do których ta książka mogłaby być kierowana, i wszystkim, interesującym się naukami ścisłymi, odradzam – jedynie zirytuje. Reszcie mogę polecić, ale wyłącznie jako lekką ciekawostkę na chwile nudy.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję portalowi Sztukater.

Dane ogólne:
Tytuł oryginału: Power versus Force
Autor: David R.Hawkins
Wydawnictwo: Virgo
Rok wydania polskiego: 2012

Liczba stron: 336

6 komentarzy:

  1. "jak wytłumaczyć fakt, że taki efekt daje np. powiedzenie do badanej osoby czegoś nieprawdziwego, przy założeniu, że ta osoba nie wie o oszustwie?"

    Bardzo prosto - adrenalina.

    Aż mam ochotę to przeczytać. Brzmi jak sporo śmiechu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Adrenalina dawałaby wzmocnienie, natomiast tu chodzi o to, że jak skłamiesz, to mięśnie słabną.

      Usuń
  2. Polecam obejrzeć sobie ten filmik https://vimeo.com/9454676
    Osobiście miałem styczność z bardziej zaawansowaną formą testowania kinezjologicznego rozwiniętą przez Dr.Klinghardta i faktycznie trafność takiego testowania jest 100%, oczywiście jeśli osoba testująca zna się na rzeczy. Nie wiem jak jest w przypadku testu proponowanego przez Hawkinsa, ale jest tylko 1 sposób, aby się o tym przekonać i niebawem zamierzam to zrobić :-)

    "jak wytłumaczyć fakt, że taki efekt daje np. powiedzenie do badanej osoby czegoś nieprawdziwego, przy założeniu, że ta osoba nie wie o oszustwie?"
    Na to pytanie odpowiedzi udzielił Klinghardt już lata temu dokładnie opisując cały mechanizm na poziomie komórkowym. Niestety materiały te są dostępne chyba tylko dla uczestników jego seminariów, ale głowy nie daje :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podziękuję, pseudonaukowe bzdury mnie nie interesują.

      Usuń
    2. A ja, jeśli dysponujesz tymi materiałami, chętnie rzucę okiem.

      Usuń
    3. Milczek
      Niestety nie posiadam ich, a miałem okazję zapoznać się z nimi dzięki życzliwości osób, które szkoliły się u Klinghardta. Generalnie wiele badań na tematy, które uznajemy za pseudonaukę nie jest publikowanych, ponieważ są one prowadzone tylko na użytek osób, które je zorganizowały.

      Usuń

Daj znać, że widzisz ten post - zostaw komentarz albo "lajka"! (: