niedziela, 1 marca 2015

Kącik Herbaciany #4: Zielona G'Tea! z olejem bergamotowym

Nie mam szczególnego przekonania do ogólnodostępnych herbat ekspresowych – odkąd pamiętam, kojarzą mi się z produkowanym na wielką skalę, a bez szczególnej staranności zielskiem, które brak walorów smakowych maskować ma dużą intensywnością wywaru. Pijam je często, jasne, bo któż nie pija, ale gdybym miał wskazać jakąś swoją ulubioną, pewnie prędzej wskazałbym taką, której nie cierpię najmniej...

Z tym większym zdziwieniem stwierdziłem, że przedmiot tych dzisiejszych krótkich wynurzeń – herbata zielona wzbogacona o olej z bergamoty, marki G'Tea! (wykrzyknik jest częścią nazwy handlowej, nie zaś produktem mojego nadmiernego entuzjazmu) - okazał się nie tylko zdatny do picia, ale też zupełnie niezły.

Już pierwsze wrażenie jest pozytywne – sprytne "szufladkowe" opakowanie z grubej, dość odpornej na zgniatanie tektury, o miłej dla oka, stonowanej szacie graficznej. Wygodne.
Dwadzieścia pięć torebek w osobnych foliach mających gwarantować świeżość (działa – po dwóch tygodniach od zdjęcia folii, smak i zapach nadal jak w momencie otwarcia opakowania), dość mocny, orzeźwiający zapach oleju z bergamoty dobiegający ze środka. Aż trudno się doczekać, gdy czajnik splunie gorącą parą i oznajmi, że to już, a przecież chodzi tylko o herbatę z torebki.

Jak się parzy? Opakowanie podaje, że od dwóch do trzech minut. I lepiej tego czasu nie przekraczać – a skoro przy tym jesteśmy, wodzie także warto dać chwilę przestygnąć (najlepsze rezultaty, przynajmniej jak dla mnie, dało jak dotąd parzenie w 60 st. Celsjusza – w wyższych temperaturach, już od 70 st. C, trudno jest wyczuć aromat, który bardzo szybko się ulatnia. Związane jest to z rozkładem głównej substancji dającej aromat – octanu linalilu). Łatwo przeparzyć i chociaż nie uzyskamy może od razu typowej dla części tego typu herbat cieczy o konsystencji zbliżonej do rzadkiego błota, smak znacznie na tym ucierpi.

Połączenie jest dość nietypowe – przynajmniej ja dotąd nie spotkałem się, aby ktoś podawał zieloną herbatę aromatyzowaną olejem z bergamoty. Jasne, czarne herbaty w stylu Earl Grey i wariacje na jej temat są mocno rozpowszechnione. Jak się jednak okazuje, nietypowe nie znaczy, że od razu złe – olej bergamotowy, dość intensywny i charakterystyczny, bardzo dobrze podkreśla i wydobywa delikatny, niezbyt natarczywy smak samej zielonej herbaty. Relaksuje i odpręża, czyniąc z niej doskonałą kompozycję na wieczór po ciężkim dniu.

Dla osób, które lubią posłodzić – zdecydowanie najlepiej miodem.

I drobna uwaga od zboczeńca na punkcie farmakologii: chociaż to naprawdę dobra herbata, nie należy jej pić zbyt wiele – olej bergamotowy posiada właściwości wykrztuśne, moczopędne i wiatropędne, które przy nadmiernym spożyciu mogą stawać się uciążliwe - mowa jednak o ilościach rzędu trzech-czterech litrów na dobę. Może za to okazać się pomocna w stanach schorzeń dolnych dróg oddechowych albo przy problemach z trawieniem.
Niektóre źródła sugerują też możliwość toksycznego wpływu spożytego w nadmiarze bergaptenu, jednego z głównych składników olejku, na funkcjonowanie kanałów potasowych błon komórek nerwowych i mięśniowych, co może się objawiać skurczami lub niekontrolowanym drżeniem. Z tego powodu stanowczo odradzałbym tę herbatę paniom w ciąży.

No masz. Znowu straszę, prawda?
Jako jednak że wszystko jest dla ludzi, byle w rozsądnych ilościach – gorąco polecam, chociaż kubek albo dwa...

5 komentarzy:

  1. Potwierdzam, herbatka świetna! Tylko ciężko ją dostać ):

    OdpowiedzUsuń
  2. Chętnie dowiem się, jak smakuje ta herbatka. Myślę, że trafi w moje gusta :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie jestem fanką zielonej herbaty, ale połączenie z bergamotą brzmi ciekawie, chętnie bym spróbowała. :) O ile uda mi się ją gdzieś znaleźć.

    OdpowiedzUsuń
  4. Myślę, że powinna mi smakować :)

    OdpowiedzUsuń

Daj znać, że widzisz ten post - zostaw komentarz albo "lajka"! (: