wtorek, 9 września 2014

5 książek, które chciałabym/chciałbym postawić na półce, ale prawdopodobnie do tego nigdy nie dojdzie

Pomysł podkradziony Serenity, a jako że "Droga Królów" magicznym sposobem się ciągnie, i końca nie widać, można się nieco pobawić. Swoją drogą, takich książkowych zjawisk mogłoby być więcej, bo w przypadku wszelakich dzieł pana Sandersona zupełnie mi to nie przeszkadza... im więcej, tym lepiej.

Właściwie wzięłam się za to dość pochopnie, bo po chwili zastanowienia wyszło mi, że to, co tak bardzo bardzo chcę, to już mam... a reszta, to... Zobaczmy,

Będę oszukiwać, bo pewnych rzeczy nie da się nie wymienić w jednym punkcie.

1. Kushiel's Justice, Kushiel's Mercy, Naamah's Kiss, Naamah's Curse. Naamah's Blessing. Czyli, krótko mówiąc, dalsze części po Trylogii Kuszielowskiej i jednym jedynym wydanym tomem z trylogii Imriela. Ostatnia z tych książek doczekała się wydania w Polsce w roku 2011 a o dalszych cisza... i mam straszliwy weltschmerz, że się w ogóle już nie pojawią. Krzywda, krzywda wielce, bo zdążyłam polubić tę serię.


2. Cudowne, pięknie ilustrowane rysunkami Alana Lee dzieła Tolkiena, wydawnictwa Amber. Dlaczego? Bo miałam je w rękach raz i nie mogłam się oderwać. A dlaczego zapewne nie? Bo... część mam już, ale w wersji tańszej i uboższej. Kupować coś, co się już ma, po prostu by to zmienić na "lepszy model"? Ech, jest tyle innych, które czekają na to, by wpaść w moje łapki, więc jakże to tak?...


3. Archanioł Sharon Shinn. Nie znam tej książki, po prostu... chcę. Ciągnie mnie. Ale jeśli jest dostępna, to używka za miliony złotych, więc, najprościej w świecie, tylko jeśli trafię tanio. A wątpię, bym trafiła, zdaje się, że sporo osób jej poszukuje.


4. The Asylum for Wayward Victorian Girls autorstwa panny Emilie Autumn. Nigdy nie przetłumaczona na polski, chociaż byłabym szczęśliwa z wydania po angielsku, w jakimkolwiek stanie. To po prostu must have z dopiskiem "nigdy nigdzie nie uda ci się tego dostać, chyba, że wywędrujesz do Stanów i będziesz zarabiać kupę kasy". Boli mnie samo istnienie tej książki. Po prostu chciałabym ją choć raz w życiu chociaż dotknąć i obejrzeć. 


5. Tom czwarty i ostatni tetralogii Kroniki Hjorwardu Nika Pierumowa. O pierwszym pisałam w poprzedniej notce. Jako uzasadnienie braku polskiego wydania tego jedynego tomu, Wikipedia podaje: "Niestety, dotychczas nie wiadomo, kiedy książka trafi na półki księgarń, gdyż ze względu na objętość dzieła nie można go wydać w jednym tomie." No, czy tylko mnie boli... tyłek na takie coś? Dzięki człowiekom z wydawnictwa Prószyński i S-ka Тысяча лет Хрофта pozostanie pisane jedynie tymi cudownymi znaczkami. Chyba, że Rosja roztoczy nad nami kiedyś czułą opiekę i będziemy musieli się ich uczyć.


Zadziwiające, ile bólów się odzywa podczas tworzenia takiej listy. A nawet i agresji w pewnym momencie, ych... Trudno żyć ze świadomością, że nie przeczytasz we własnym języku o dalszych losach swoich ulubionych i nieulubionych bohaterów, ponieważ nie i już od wydawnictwa. 

W każdym razie, musiałam, i dziękuję za cierpliwość tym, co przeczytali.


* * *

Trzy grosze od Milczka.

Rozpatrując ten sam problem:

1. Xenos Dana Abnetta, część pierwsza trylogii Eisenhorna. Pozostałe dwie - Malleus, Hereticus - mam, pierwszej upolować nie potrafię: albo nie mają nigdzie w miejscach, w których zwykłem bywać, albo mają, tylko akurat nawet głodować nie mam za co. Ot, złośliwość losu.
Na dodruk, oczywiście, nie zanosi się - Black Library nie dogaduje się ostatnio z żadnym polskim wydawnictwem i sporo wskazuje na to, że to nie ulegnie zmianie.
Pewnie, w oryginale czytać mogę, ale mieć jedną po angielsku, a pozostałe po polsku? Coś kłuje w piersi, prawda?
Ech... Moja wina, mogłem zainteresować się wcześniej.


Rany Julek, ależ paszcza.

2. Malleus Maleficarum H. Kraemera, wydanie kompletne, czyli Młot na Czarownice (nic osobistego, kochanie). Na mojej półce stoi jeno okrojony i uwspółcześniony egzemplarz w przekładzie Stanisława Ząbkowica, uwspółcześniony przez Joannę Paprocką i okrojony z najciekawszej części, czyli rozdziału trzeciego - poświęconego metodom prowadzenia śledztwa i tor... przesłuchań. Poza moim zasięgiem - bo musiałbym wziąć się za okradanie uniwersyteckich bibliotek, by zdobyć to cudeńko na własność.



Ach, ten surowy design okładki... Dziś już takich nie robią.


3. Mistborn Adventure Game: Alloy of Law Supplement. Bo chociaż Sandersona uwielbiam, a system RPG bazujący na jednej z najbardziej znanych serii tegoż autora jest zdecydowanie ciekawy, to idea płacenia prawie dwóch stówek za cieniutką książeczkę, a potem modlenia się, że legendarna poczta Najniepodleglejszego Kraju Świata nie zgubi jej gdzieś po drodze... jakoś nie przemawia do mnie zbytnio.


Czy czyta nas jakiś wyjątkowo miły i uczynny prezes dużego polskiego wydawnictwa? Mam szczerą nadzieję, że tak.



4. Oryginalne wydanie całej serii Glena Cooka o Czarnej Kompanii, w dwunastu tomach. Jak pisała wcześniej Vyar, szkoda wymieniać na lepszy model - nawet jeśli wydane przez Dom Wydawniczy Rebis Kroniki Czarnej Kompanii i późniejsze wydrukowano na tandetnym, gazetowym papierze...
Dziwię się. Wydana przez Rebis "Diuna" była piękna. Wszystkie dzieła Dicka były piękne. A jeden z najważniejszych cyklów dark fantasy... dostaje coś takiego?!
Chociaż tłumaczenie jest w miarę dobre. No ale jeśli można w oryginale, kto by nie chciał?


No i jeszcze jedno: przynajmniej okładki jakoś nawiązują do treści powieści.

5. The King In Yellow Roberta Chambersa, a konkretniej to wydanie:


Nic dodać, nic ująć. Cudne... I niemożliwe do dostania, chyba że zna się wszystkie antykwariaty za Wielką Wodą.

Trochę mi głupio, że moim pierwszym występem jest ta wyliczanka fanaberii, ale hej, przynajmniej w końcu ruszyłem się do pisania!
Dzięki za uwagę, moi drodzy.

5 komentarzy:

  1. Och, przypomniałaś mi, że czekam na ciąg dalszy o Kuszielu.... :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten "LOTR" jest śliczny, ale także go nie kupie, skoro mam te książki w mniej bogatej oprawie, przecież liczy się wnętrze, to znaczy treść :)

    Pozdrawiam, http://lirycznyzakatek.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, mnie chodzi o wszystko, co wydali w tej serii, a zalicza się tam też na pewno "Hobbit" i "Silmarilion", nie wiem, co jeszcze... czy nie kupię ostatecznie, nie wiem, może kiedys będę zarabiała tyle, żeby sobie pozwolic na takie wymiany, ale też mam jakies poczucie winy związane z tą myslą, bo mój "Władca" w wydaniu "kieszonkowym" i z kiepskim tłumaczeniem może, ale jednak był prezentem.

      Usuń
  3. To wydanie władcy pierścieni jest przepiękne. Moja przyjaciółka posiada je. Zachwycają.
    Pozdrawiam
    rozenksiazek.blogspot.com
    obserwuję z przyjemnością

    OdpowiedzUsuń

Daj znać, że widzisz ten post - zostaw komentarz albo "lajka"! (: