wtorek, 2 stycznia 2018

Kocie podsumowanie, część 2 - najlepsze i najgorsze książki 2017 roku


Wczorajsze podsumowanie dotyczyło naszej działalności na blogu i innych portalach, a także ogólnie wyników czytelniczych. Część z postanowień udało się wypełnić, część nie, jednak ogólny wynik i tak jest dość dobry - z nadzieją na dalszą poprawę w 2018. Poczyniliśmy też kilka postanowień (;

Drugą część podsumowania chcielibyśmy przeznaczyć na mały „plebiscyt” dotyczący najlepszych, najgorszych i, hmm... najładniejszych książek, przeczytanych przez nas w zeszłym roku. Zapraszamy!


Najlepsza książka 2017 roku według Kota w Bookach

Vyar:

Zdecydowanie będzie to „Krzyżowiec” Grzegorza Wielgusa. Ta książka po prostu wybija się na tle innych swoją odmiennością - po pierwsze, klimatem świata przedstawionego, ponurym, mrocznym, miejscami wręcz odrażającym, a jednocześnie wyjątkowo intrygującym. Po drugie - osobą głównego bohatera, niemego wędrowca (przez co w książce nie uświadczy się normalnego dialogu), zawieszonego gdzieś pomiędzy życiem a śmiercią, ale z determinacją dążącego do celu. Po trzecie - wyjątkowo rozwiniętą, szczegółową i oddziałującą na wyobraźnię warstwą opisową. Z całą pewnością będę wypatrywać kolejnych książek autora, jeśli takie się ukażą.


Dobry Łotr:

Tu ponownie polski autor. „Barnim. Ogień” Bernarda Berga. Wszystkie opowieści o Barnimie, jakie ukazały się do tej pory, są moim zdaniem czymś fenomenalnym, ale uznałem, że palma pierwszeństwa należy się oryginałowi: wyśmienite opisy, interesująca konstrukcja głównego bohatera, trzymająca w napięciu historia i, przede wszystkim, bardzo dobry pomysł na świat przedstawiony (najbardziej optymistyczna postapokalipsa, jaką można sobie wyobrazić!). Jedna z najciekawszych propozycji polskiej fantastyki czasów obecnych, którą każdy znać powinien – i już.



Najładniejsza okładka książki w 2017 roku według Kota w Bookach

Vyar:

Od dłuższego czasu śledzę poczynania studia Dark Crayon w zakresie tworzenia ilustracji na okładki książek i muszę przyznać, że niewiele trafia się wśród nich takich, które nie wpasowują się w mój gust. Nie będzie tu wyjątku - spośród przeczytanych przeze mnie książek najładniejszą okładkę miały „Skrzydła nocy” Roberta Silverberga z serii Artefakty Wydawnictwa Mag. 


Dobry Łotr:

Wygląda na to, że studio Dark Crayon faktycznie nie ma sobie równych. Bez dwóch zdań „Cesarz Ośmiu Wysp” Lian Hearn. Sama książka też godna uwagi jako kawał nietypowego (bo mocno orientalnego) fantasy. Mam nadzieję napisać jakiś tekst o tej pozycji, bo i jest o czym opowiadać...



Najgorsza książka 2017 roku według Kota w Bookach

Vyar:

„Biała” Dominiki Olbrych wydana przez Oficynkę. Miałam trochę nadziei wobec tej książki - w sumie o mało nie załapała się na „Najładniejszą okładkę”. Można mieć wiele zastrzeżeń wobec literatury young adult, jednak książki z tego gatunku czytane przeze mnie dotychczas były co najmniej średnie, nawet jeśli znać było po nich braki warsztatowe autorów czy niedoróbki procesu wydawniczego. „Biała” posiada braki w obu tych kategoriach, po prostu nieco większego kalibru. To książka, w której brak przewodniej myśli fabularnej, chaotyczna, zmieniająca koncepcję w trakcie trwania akcji, brak jej logiki i konsekwencji. Być może pomogłaby jej twarda ręka redaktora (i, nie ma co ukrywać, korekty), jednak i tej zabrakło.


Dobry Łotr:

„Synowie Fenrisa” autorstwa duetu pod pseudonimem Lee Lightner. Lubię uniwersum Warhammera 40000, ale i tak uważam, że masowo produkowane fanfiki wydawane przez Black Library jako pełnoprawne powieści są akurat tą gałęzią biznesu, która powinna zgnić, odpaść i nigdy już nie wyrosnąć. Książka, o której mowa, to kompletne partactwo – fabuła nie trzyma się kupy, a bohaterowie sprawiają wrażenie wycinanych z papieru, w dodatku wedle tego samego szablonu. To może jeszcze dałoby się przełknąć i po prostu zapomnieć o „Synach” jako niezbyt mądrej próbie napisania czegoś o zakonie Kosmicznych Wilków – gdyby nie żenująco niski poziom literacki całości, w dodatku pogłębiony przez niestaranne tłumaczenie. Nie zatrzymujcie się, nie ma tu niczego wartego uwagi.


Nagroda specjalna:

Vyar:

Nagrodę specjalną postanowiłam przyznać dodatkowo, jako że mam jeszcze jedną pozycję, którą warto byłoby wymienić, jako że w pewien sposób zwróciła uwagę, wyróżniając się na tle innych. U mnie jest to „Szare Płaszcze: Komandoria 54” Marcina Guzka, do której przekonałam się bardzo szybko, pozostawiła też po czytaniu uczucie pewnej satysfakcji i tęsknoty za dalszymi wydarzeniami. „Komandorię” wymieniam właśnie tu (chociaż dostała ode mnie notę równie wysoką, co „Krzyżowiec”), bo z całą pewnością jeszcze do niej wrócę, a zamiar ten regularnie woła o zrealizowanie.


Dobry Łotr:

„Azyl” Jarosława Grzędowicza załapał się na to zestawienie niemal w ostatniej chwili – to również ostatnia książka, jaką przeczytałem w tym roku i zdecydowanie ta, dzięki której ów miniony rok będę wspominał dużo lepiej niż dotąd to sobie wyobrażałem. Od bardzo dawna żaden zbiór opowiadań nie sprawił, że czułem się odmieniony, poruszony – a zbiór wizji z różnych okresów twórczości Grzędowicza ma w sobie właśnie takie coś. Co takiego? Postaram się wkrótce to wyjaśnić!




_____________

Zdjęcie ilustrujące wpis: CC by abednego setio gusti on Unsplash

2 komentarze:

  1. Pięknie. Wybraliście nietypowe książki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, poza Grzędowiczem to mniej popularne pozycje. Stanowczo zasługują na większy rozgłos.

      Usuń

Daj znać, że widzisz ten post - zostaw komentarz albo "lajka"! (: