piątek, 24 listopada 2017

Ałbena Grabowska „Ostatnia chowa klucz”

W wieku nastoletnim, zwłaszcza w czasie nauki w liceum, nietrudno jest wyłonić kilka rzeczy, które wydają się być najważniejsze w życiu. Konieczność uzyskania jak najlepszych wyników, oficjalnie stawiana na piedestale jako priorytet, łatwo schodzi na dalszy plan wobec spraw czysto uczuciowych i kontekstów towarzyskich. Wówczas każdy błahy problem, kłótnia z przyjaciółką czy nieuważne słowo wypowiedziane w obecności upatrzonego chłopaka, urasta do rangi prawdziwej tragedii. Trudno też wtedy ocenić, jakie konsekwencje przyniosą dokonane wtedy wybory i podjęte decyzje – w bliższej i dalszej przyszłości. Wielu z młodych przekona się na własnej skórze o tym, że młodość nie chroni przez zagrożeniami. A jeśli w grę wchodzi prawdziwe niebezpieczeństwo?

Marzena jest szczęśliwa, że grupka najfajniejszych dziewczyn w klasie zaakceptowała ją w swoim gronie. Ich wycieczki na opuszczony strych i wspólne spędzanie czasu na rozmowach „o niczym” podobały jej się jednak do czasu. Gdy niespodziewanie do grupy dołączyła Julia, klasowa outsiderka, wszystko się zmieniło. Spotkanie w kryjówce, zamiast odbyć się jak zwykle, przerodziło się w dziwną ceremonię inicjacji, podczas której ich przewodniczka, Justyna, poprowadziła je przez nie do końca przyjemną procedurę, obejmującą też zadanie bólu nowej członkini. Marzena, zupełnie nieświadoma tego, czemu miała służyć cała procedura, zachowuje jednak milczenie, postanawiając poczekać na dalszy rozwój wypadków. Jednak gdy ani następnego dnia, ani później Julka nie pojawia się w szkole, a policja rozpoczyna poszukiwania zaginionej, zaczyna się bać.

Niepokojąca zmiana następująca w stosunkach między dziewczynami przynosi tylko coraz więcej obaw o to, jakie będą konsekwencje. Czy jednak zaginięcie Julii, narażonej na wiele nieprzyjemności pod pozorem „inicjacji” (która przecież była wymysłem nowym!) ma jakiś związek ze sceną, która rozegrała się w pokoju na strychu? Powieść bardzo szybko uderza w mroczniejsze tony. Miejsce zwykłej, szkolnej codzienności zajmuje strach przez porywaczem, w małym gronie koleżanek ze strychu wzmocniony także niepewnością odnośnie ich nieokreślonego udziału w zdarzeniu. Jednak jest jeszcze jeden wątek, dodający opowieści niepowtarzalnego uroku: obecność kilku osób, które Marzena spotyka na swojej drodze podczas powrotu do domu owej feralnej nocy. Osób, z których każda obarczona jest sporym bagażem problemów przeszłych i obecnych – na swój sposób „zwariowanych” – zachowujących się jak zwiastuny nieszczęścia. Oni też staną się głównym bodźcem, który skłoni Marzenę do podjęcia własnego śledztwa w sprawie zaginięcia koleżanki. Oni i… dziwne rozmowy pomiędzy rodzicami i jej, i jej koleżanek.

Każdy rozdział rozpoczyna fragment z perspektywy porywacza (przez co wiemy, że jest on mężczyzną, który porusza się w pobliżu grupki dziewczyn), a kończy spojrzenie jeszcze jednej osoby – kobiety obserwującej jego poczynania. Można z tych dwóch części wysnuć wiele domysłów, jednak nie na tyle, by móc z całą pewnością wskazać sprawcę. Niepokojący fakt istnienia osoby, która zna i grupkę bohaterek, i ich prześladowcę, wzmaga poczucie zagrożenia w dwójnasób. Sama Marzena zaś dokłada swoje, wypytując kolejne osoby, od kolejnych dostając ostrzeżenia… Czy to ktoś z sąsiadów, skoro przecież mają nie po kolei w głowach? Może rodzic którejś z dziewczyn, w końcu niektóre z ich zachowań również wydają się podejrzane? A może ktoś jeszcze inny? Chociaż dość szybko można wskazać najbardziej podejrzaną grupkę, na ilość wskazówek pozwalającą wskazać jedną osobę, przyjdzie nam czekać dłużej.

Na końcu książki umieszczono ciekawostkę – nierozdzielone strony, zawierające dodatkowy fragment tekstu. Zalecenie wypisane na nich sugeruje, by rozciąć je dopiero wówczas, gdy zakończy się czytanie powieści. Nie powiem, czy moje wzrastające coraz bardziej oczekiwania co do ujawnienia tej „tajemnicy” spełniły się, czy pozostawiła ona po sobie rozczarowanie, powiem tylko – nie zaglądajcie tam wcześniej. Tam naprawdę jest całe wyjaśnienie, do ostatniej możliwej wątpliwości. No i czy to nie jest najlepszy bodziec do tego, by książkę skończyć jak najszybciej?

Jak na powieść z gatunku new adult, „Ostatnia chowa klucz” oceniam bardzo pozytywnie. Nie jest może szczytem finezji kryminalnej, osoby obeznane lepiej z bardziej skomplikowanymi zagadkami i przyzwyczajone do wyłapywania ważnych szczegółów odnajdą się tam pewnie szybciej, dla mnie jednak czytanie jej było czystą przyjemnością. Zdecydował o tym klimat – bardzo niepokojący, realistyczne oddanie reakcji dziewczyn, ich sprzeczne emocje i pogłębiający się strach, dobrze (choć niekoniecznie pomyślnie) rozwinięty wątek miłosny (smutno, choć przecież tak bywa) i bohaterka, z którą można się identyfikować: inteligentna, ale niepozbawiona naiwności. Moje pierwsze spotkanie z prozą Ałbeny Grabowskiej uważam więc za całkowicie udane. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję księgarni Czytam.pl

Dane ogólne:
Tytuł oryginału: Ostatnia chowa klucz
Autor: Ałbena Grabowska
Wydawnictwo: Zwierciadło
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 300

2 komentarze:

  1. Ja nastawiłam się na coś zupełnie innego i niestety poczułam się rozczarowana powieścią.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to szkoda... Ale fakt, że oczekiwania czasem psują odbiór książki (:

      Usuń

Daj znać, że widzisz ten post - zostaw komentarz albo "lajka"! (: