poniedziałek, 15 maja 2017

„Kot na diecie BARF” Małgorzaty Olejnik

Wraz ze wzrostem zainteresowania opinii publicznej kwestiami zdrowia zwierząt domowych coraz częściej słyszy się dziś narzekania na pogarszającą się formę naszych czworonogów. Przyczyn takiego stanu rzeczy dopatrywano się w wielu czynnikach – zanieczyszczeniach środowiska, trybie życia, a także niewłaściwej diecie. Próbą rozwiązania ostatniego z wymienionych problemów jest dieta BARF – temat recenzowanego dziś poradnika. Oto przed wami „Kot na diecie BARF” Małgorzaty Olejnik.

Co to jest BARF i z czym się to je? Najprostsze wyjaśnienie to rozwinięcie skrótowca – Biologically Appropriate Raw Food, czyli biologicznie odpowiednia żywność surowa. To sposób żywienia zwierząt domowych polegający na rezygnacji z rozpowszechnionej na ogromną skalę suchej karmy na rzecz surowego mięsa i kości. Dieta BARF stanowi próbę poprawy ogólnego stanu zdrowia naszych czworonożnych pociech poprzez odzwierciedlenie w ich jadłospisie warunków żywieniowych, jakich doświadczają psowate i kotowate w naturze – czyli takich, do jakich najlepiej przystosowały je miliony lat ewolucji. Zwolennicy tego sposobu żywienia pośród jego zalet wymieniają lepszą przyswajalność i różnorodność w stosunku do suchej karmy, w większości uzyskiwanej z surowca roślinnego – podczas gdy zarówno psowate, jak i kotowate są zwierzętami mięsożernymi. Taką też argumentację – jednak nie tylko taką – przeczytać możemy w książce Olejnik.

Poradnik podzielony jest na szesnaście tematycznych rozdziałów omawiających problematykę takiej diety. Począwszy od ewolucyjnych przystosowań kotów do polowania i żywienia się surowym mięsem, poprzez rolę biologiczną różnych składników pokarmowych, które w niedomiarze występują w suchej karmie, a w odpowiedniej ilości w mięsie i kości, wyliczenie najpowszechniej popełnianych błędów w stosowaniu takiej diety, rzeczone omówienie sprawia wrażenie dogłębnego. Autorka rozprawia się z powszechnymi mitami związanymi z BARF, a wreszcie radzi, jak samodzielnie przygotować posiłki według zaleceń diety — i jak oswoić kota z nową formą jedzenia.

Rozdziały poświęcone przystosowaniom kotowatych do polowania oraz składnikom pokarmowym najważniejszym w diecie stanowią dobrej jakości tekst popularnonaukowy. Zaserwowana w nich informacja jest trafna i zgodna ze stanem faktycznym, a jednocześnie przedstawiona w przystępny sposób nawet dla czytelnika, który jest nieco na bakier z naukami o życiu. Poradnik ma łatwą do przyswojenia formę, czyta się go bez wysiłku, a zastosowanie się do zamieszczonych w nim rad nie powinno nastręczać trudności żadnemu kociemu opiekunowi – odpowiedni bilans diety znacznie ułatwiają zawarte w poradniku obszerne tabele wartości odżywczych rozmaitych produktów, jakich możemy użyć do przygotowania posiłków. Poradnik bez wątpienia stanowił próbę całościowego ukazania problemu i wiele wysiłku włożono w jego przygotowanie w taki sposób, aby czytelnik nie musiał dalej szukać potrzebnej mu informacji.

Zaniepokoiło mnie coś innego. Dietetyka jest poważną nauką, jako że niewłaściwy sposób odżywiania może przynieść wiele szkód, a zważywszy na tonę bzdur krążących w sieci, których z roku na rok wydaje się przybywać, z trudem przychodzi odróżnienie informacji prawdziwej od fałszywej, jeśli nie pochodzi ona z pewnego źródła. Tymczasem w „Kocie na diecie BARF” fachowa, naukowa literatura cytowana jest w tylko jednym miejscu... Wtedy, kiedy autorka wywodzi, jak to źli naukowcy znęcają się nad biednymi zwierzakami celem opracowania paskudnej, niezdrowej masowo produkowanej karmy – jako przykłady różnych rzekomych tortur, jakim poddawano zwierzęta w czasie eksperymentów. Doświadczeniom na zwierzętach można się sprzeciwiać, oczywiście, z przyczyn etycznych – jednak bez względu na to osoba, która zajmuje się nauką powinna rozumieć ich istotną przecież rolę w postępie. Co ciekawe, żadna z cytowanych prac nie pochodzi z czasopism wydanych po roku 2000. Poza tym jednym przypadkiem źródłami literaturowymi nie poparto żadnej ze stawianych w poradniku tez. Co i rusz pojawiają się też wzmianki o tym, jak to rzekomo weterynarze krytykują dietę BARF – zdaniem autorki najważniejszym powodem jest to, że zdrowe zwierzęta oznaczają brak klientów. Przejawia ona też negatywny stosunek do innych zdobyczy nauki – takich jak choćby żywność GMO, powszechnie akceptowana w środowiskach akademickich jako zjawisko nawet jeśli nie od razu korzystne, to przynajmniej nieszkodliwe. Ogólny wydźwięk poradnika nie wzbudził więc mojej sympatii – nie można zajmować się rzeczami tak złożonymi i obarczonymi takim ryzykiem śmiertelnego błędu jak weterynaria bez uprzedniego przygotowania. O takie natomiast ciężko, jeśli literaturę naukową przegląda się wyłącznie pod kątem znalezienia haka na konkurencję...

Nie odmawiam wiedzy autorce „Kota na diecie BARF” – sam nie wiem dostatecznie dużo, aby móc należycie ocenić poprawność jej zaleceń – jednak ja, człowiek przezorny, wiem, że nie należy wierzyć we wszystko, co się przeczyta, zwłaszcza jeśli chodzi o informacje z zakresu medycyny, weterynarii i dietetyki, zwłaszcza jeśli wygłaszająca sądy osoba nie popiera ich specjalistycznymi źródłami - dlaczego redakcja książki nie zwróciła na to uwagi? Jakikolwiek tekst choć odrobinę aspirujący do miana naukowego nie jest nic wart bez możliwości odniesienia go do ogólnego stanu wiedzy, a więc bez choćby spisu użytych publikacji. O ile sam mogę to ocenić przez pryzmat własnej, niekompletnej wiedzy, dieta BARF może mieć dobroczynne właściwości – byłbym jednak daleki od zalecenia ślepej wiary w treść tego poradnika. My, ludzie, mamy własny rozum, a przez to nasze błędy i wypaczenia są tylko i wyłącznie naszą winą – jednak nasze zwierzęta są bezbronne, zdane tylko i wyłącznie na wiedzę i dobre intencje swoich właścicieli. Jeśli więc planujesz przechrzcić swojego kociaka na BARF, drogi czytelniku, proszę cię o jedno – zamiast posiłkować się wyłącznie tym poradnikiem, samodzielnie zweryfikuj jego rzetelność z odpowiednimi źródłami naukowymi. Dla dobra swojego ulubieńca.

Dane ogólne:
Tytuł: Kot na diecie BARF
Autor: Małgorzata Olejnik
Wydawnictwo: Grupa wydawnicza Helion/Wydawnictwo Septem
Rok wydania: 2017

Liczba stron: 209

4 komentarze:

  1. Faktycznie, jeśli za tekst nie bierze się spec i dodatkowo wewnątrz nie ma odniesień do lit. naukowej to... trochę lipnie. Wolałabym swojego weterynarza się spytać po prostu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak nakazuje rozsądek. Cecha, jak się wydaje, coraz bardziej w zaniku.

      Usuń
  2. Mój kot sam zdobywa jedzenie ;) czasem jak jakieś mięso spadnie ze stołu to sie skusi. Ale to raczej takie stworzenie podwórkowe jest , do domu przychodzi tylko jak jest burza ;) myśle ze masowo produkowana karma wywołałaby u niego ... proszę wpisać jak wygodnie . Podoba mi sie Twoja recenzja. Drobiazgowa, wnikliwa i bezstronna. Blog dodaje do obserwowanych i zapraszam do mnie
    Pozdrawiam

    Czytankanadobranoc.blogspot.ie

    OdpowiedzUsuń

Daj znać, że widzisz ten post - zostaw komentarz albo "lajka"! (: