niedziela, 25 września 2016

"Z Archiwum X #01: Wyznawcy" - recenzja komiksu

Seria „Z Archiwum X”, powstająca regularnie od roku 1993 do 2002 (ukazująca się z mniejszym lub większym poślizgiem również w polskiej telewizji) zdążyła zdobyć w ciągu tych paru lat naprawdę sporą popularność. Doskonale nawiązując do wszystkiego, co mogłoby dotknąć bądź zainteresować przeciętnego człowieka, od życia po śmierci, przez eksperymenty medyczne, aż po rządowe spiski wymierzone w obywateli, największą sławę zdobyła jednak za pomocą wiodącego motywu, czyli pozaziemskich cywilizacji z różnych powodów żywo zainteresowanych życiem na ziemi. Uzupełniona w międzyczasie dwoma pełnometrażowymi produkcjami filmowymi, emitowana co jakiś czas od nowa, zapisała się w kulturze i ludzkiej świadomości na stałe – nie ma chyba osoby, która nie znałaby charakterystycznej melodii pojawiającej się w czołówce. W ostatnim czasie twórcy postanowili temat kontynuować, dodając do istniejących dziewięciu sezonów kolejny, ale zanim pojawił się on na ekranach polskich telewizorów, wydawnictwo SQN oddało w ręce fanów i czytelników komiks przedstawiający dalszą historię pary agentów - rozpoczęty przez „Wyznawców”.

Scully i Mulder, znani obecnie pod nazwiskiem Blake, w małym domku na przedmieściach gdzieś w stanie Wirginia ukrywają się przed uwagą ludzi, którzy mogliby zagrozić ich bezpieczeństwu. Znaleźli sobie miejsce w życiu: Dana pracuje jako lekarka w miejscowej przychodni, a Fox spędza czas na spisywaniu swoich wspomnień. Ich spokój burzy niespodziana wizyta Skinnera, przynoszącego informację o ataku na serwery FBI. Ktoś szukał danych na temat pracowników…  A w szczególności tych przypisanych do Archiwum X. Mulder stanowczo odmawia udziału w sprawie, twierdząc, że cokolwiek to mogło być, na pewno nie dotyczy ich, ale Scully nie ma takiej pewności, przeczuwając, że może chodzić o ich syna. Ich złudne poczucie bezpieczeństwa znika już wieczorem, kiedy grupa postaci z twarzami zakrytymi przez kaptury atakuje i porywa kobietę, a Skinner zostaje pobity w pokoju hotelowym…

Powiem szczerze, że nie udało mi się jeszcze obejrzeć dziesiątego sezonu serialu, nie odniosę się więc do jego zgodności z fabułą komiksu, mogę jednak z całą pewnością stwierdzić, że powrót do świata paranormalnych zagadek, gdzie nikomu nie można ufać, a za każdym rogiem może czaić się wróg, przebiegł w moim przypadku wyjątkowo pomyślnie. Odrobinie dziwnie obserwowało mi się znane twarze w ujęciu komiksowym, ale to tylko kwestia przyzwyczajenia – nie sposób nie wsiąknąć w klimat opowieści. Akcja przenosi się do Wyoming, gdzie spotkamy agenta Doggetta, badającego sprawę zagrożonej budowy rurociągu gazowego. Miejsce to, poza sporym ładunkiem negatywnych emocji, generuje też dość silne pole magnetyczne i przyciąga bardzo specyficznych osobników… Co łączy je z atakiem na byłych agentów Archiwum X? Zagadki wydają się piętrzyć przed nieświadomym jeszcze czytelnikiem.

Pod względem wizualnym komiks prezentuje poziom dość dobry, chociaż nie rewelacyjny. Postacie znane czytelnikowi z serialu odwzorowane zostały w sposób wystarczający do ich łatwego rozpoznania, zachowano wszelkie cechy charakterystyczne, ale to podobieństwo gubi się czasem z powodu dość topornej kreski. Rysunki Michaela Walsha cechują się bardzo niską dbałością o szczegóły, często ograniczają się - zwłaszcza w scenach akcji - do pobieżnego nakreślenia postaci, z bardzo minimalistycznym tłem, resztę nadrabiając kolorystyką. Ta również nie jest wybitna, chociaż przystaje do klimatu całości: stonowane ciemne barwy, raczej bez kontrastów. Nie mam za to żadnych zastrzeżeń do kadrów zawierających bohaterów w ruchu, zostały nakreślone bez żadnych strat jakościowych, zachowując całkiem niezłe wrażenie dynamiki.

Zupełnie satysfakcjonuje mnie jakość polskiego wydania serii – dotąd ukazały się dwa zeszyty, nie
wiadomo, czy będzie kontynuowana przez wydanictwo (na zachodzie powstało ich, zdaje się, sporo więcej). Twarda oprawa opatrzona została piękną ilustracją przedstawiającą parę agentów, a we wnętrzu, poza samym komiksem, znajdziemy więcej tego typu grafik różnego autorstwa, z których sporą część chętnie przytuliłabym w formie plakatów. Jeden plakat został zresztą dołączony w formie gratisu – jest to kultowe „I want to believe” Muldera, odrobinę uszlachetnione plamami krwi. Rzecz ładna, choć papier, na jakim ją wydrukowano nie wróży obrazowi długiego życia – przypomina kartkę z bloku technicznego, trudno jednak narzekać, zawiśnie w widocznym miejscu tak czy inaczej.


Swoje bliskie spotkanie pierwszego stopnia z pierwszym własnym zeszytem  „Z Archiwum X” uważam za udane, a dowodem na to niech będzie silna chęć obejrzenia całej serii po raz kolejny (liczbę przez litość pominę), do czego zresztą zdążyłam się już zabrać. Maniakom podobnym mi polecam, po prostu trzeba to mieć, uczucie posiadania i trzymania go w rękach jest przerozkoszne. Reszcie powiem – zobaczcie, jeśli lubicie trochę paranormalnej grozy i kojarzycie tytuł, nie będzie straty.

Informacje ogólne:
Tytuł oryginału: X-Files. Season 10, vol. 1 Believers
Wydawnictwo: SQN
Scenariusz: Joe Harris, Chris Carter
Ilustracje: Michael Walsh
Rok wydania polskiego: 2015
Liczba stron: 128

1 komentarz:

  1. Uwielbiałam ten serial. A na komiks chętnie bym się skusiła.

    OdpowiedzUsuń

Daj znać, że widzisz ten post - zostaw komentarz albo "lajka"! (: