sobota, 7 listopada 2015

Do piekła i z powrotem do piekła - "Hyperion" Dana Simmonsa

Bywają powieści, których recenzje naprawdę trudno pisać, by nie przerodziły się w litanię zachwytów, takie, które od pierwszych stron hipnotyzują i wciągają, a stopniowo, krok po kroku odkrywane przyprawiają o szczere zdumienie. To rzadkie zjawisko, szczególnie dla malkontenta takiego jak ja. Z tym większą przyjemnością stwierdzam zatem już teraz – "Hyperion" Dana Simmonsa jest właśnie taką książką. Dlatego z góry przepraszam, jeśli tych moich zachwytów będzie tu za dużo. Po prostu nie da się inaczej.

Ostatnie pięćset lat istnienia ludzkości było okresem wielkich i burzliwych zmian: eksploracja Kosmosu, bunt sztucznych inteligencji na wielką skalę, a potem niepewny sojusz z nowo powstałym Technojądrem, długa i bolesna śmierć naszej ojczystej planety, w sercu której nagle otworzyła się czarna dziura, czy wreszcie wielka schizma, w czasie której ludzkość podzieliła się na Sieć – wielki konglomerat planet skolonizowanych przez człowieka – i Wygnańców, odszczepieńców i barbarzyńców, którzy wymówili posłuszeństwo federacji. Jesteśmy w stanie podróżować w ułamku sekundy na odległości rzędu całych lat świetlnych dzięki technologii transportali, a nasza broń jest tak potężna, że wojna – za wyjątkiem wojny z Wygnańcami – stała się zbędna. Jednak właśnie za sprawą Wygnańców to wszystko może wkrótce przeminąć, rozsypać się jak popiół na wietrze.

Istnieje jednak nadzieja. Na odległej planecie Hyperion, daleko poza wpływami Sieci, w mitycznych Grobowcach Czasu, gdzie czas wydaje się płynąć wstecz, żyje mityczna, niemal boska istota. Chromowany kolos o ostrzach zamiast rąk i oczach barwy nienawistnych rubinów, Dzierzba, może znać sekret, który nas ocali. Jednak Dzierzba nie jest łaskawym bogiem – z siódemki pielgrzymów wysłuchany zostanie tylko jeden, podczas gdy reszta będzie musiała umrzeć, nabita na gałęzie stalowych drzew. Każdy z tych siedmiu pielgrzymów – Konsul, Żołnierz, Ksiądz, Detektyw, Templariusz, Naukowiec i Poeta – ma swoją historię, własne pobudki, które nim kierują i własny powód, by podjąć tę niebezpieczną pielgrzymkę. Ale to nie wszystko! Jeden z członków załogi jest szpiegiem, którego celem jest sabotowanie tej ostatniej nadziei całej ludzkości. Pozostali muszą go w porę odkryć i powstrzymać, zanim osiągnie swój cel...

Z powyższych słów można sądzić, że mamy do czynienia z czymś na wzór typowej space opery, z domieszką intrygi oraz krwawym zwrotem na sam koniec. Nic bardziej mylnego. W "Hyperionie" każdy fan fantastyki naukowej znajdzie coś dla siebie: klasyczne hard sf ze scenami kosmicznych bitew, cyberpunkowa opowieść szpiegowska, nieco powieści przygodowej, thriller o mocno wyeksponowanym motywie religijnym, a nawet dramat – ten niezwykły miszmasz gatunków czasem pokrewnych, a częściej zaskakująco przecież odrębnych, mogło się udać osiągnąć tylko w jeden sposób.


"Hyperion" bowiem to tak naprawdę kilka opowieści połączonych jednym, wspólnym wątkiem – podróżą ku zatraceniu. W czasie tej długiej tułaczki pielgrzymi wspólnie podejmują decyzję, by podzielić się swoimi życiorysami z resztą załogi, wyjaśnić, dlaczego wracają (bo dla żadnego z nich nie jest to pierwszy raz!) na Hyperiona i dlaczego chcą spotkać się z Dzierzbą, o co go poprosić. Każde z tych opowiadań w interesujący, nienarzucający się czytelnikowi sposób stanowi bogaty opis świata. Opowieści pasażerów pełne są zazębiających się i łączących ze sobą wątków, z których wolno wyłania się obraz tego, o co w tym wszystkim tak naprawdę chodzi – czym jest Dzierzba, jakie są zamiary Technojądra i co tak naprawdę grozi galaktyce. Świetny zabieg!

Sam świat wykreowano w bardzo miły dla wyobraźni sposób. Różne wizje dalekiej przyszłości mieszają się tutaj i przeplatają, tworząc coś nie tylko wyjątkowego, ale i wyjątkowo spójnego.

Ale to nie wszystko. Również językowo i stylistycznie "Hyperion" stoi na bardzo wysokim poziomie. Każda z opowieści napisana jest inaczej – jak gdyby naśladując sposób, w jaki wygłasza ją każdy z bohaterów. Historię Poety, Martina Sileniusa, charakteryzuje bogaty, kwiecisty język pełen porównań i nawiązań do szeroko pojętej kultury (oraz mnóstwo wulgaryzmów), podczas gdy Żołnierz, pułkownik Kassad, przedstawia swoją opowieść raczej lakonicznie i rzeczowo, nie wystrzegając się jednak przy tym ironicznych komentarzy do rozwoju wypadków. Podobno najlepiej poznaje się drugą osobę przez rozmowę – w tym przypadku wiele na temat każdego z podróżników wywnioskować możemy po sposobie, w jaki mówi o rzeczach, które go tu przywiodły.

Jedyna, przynajmniej z pozoru, wada "Hyperiona" to jego zakończenie. To nadchodzi kompletnie nieoczekiwanie i z całą pewnością wszystkie oczekiwania skutecznie rozbraja – jest absurdalne i sprawia wrażenie nie tylko wydumanego, ale też jakby epilog po prostu usunięto, by później sprzedać go jako osobną książkę. I można tak sądzić do momentu, w którym faktycznie sięgnie się po drugi tom: wtedy staje się jasne, że ta historia była w istocie bardzo daleka od swojego finału!

Podsumujmy:
Przeczytajcie "Hyperiona".
Koniec podsumowania.
Coś jeszcze? Tak. Nie pożałujecie.

Dane ogólne:
Tytuł oryginalny: Hyperion
Autor: Dan Simmons
Wydawnictwo: Mag
Rok wydania: 2015
Liczba stron: 624

3 komentarze:

  1. Powieść wydaje się całkiem intrygująca. I ten tytuł! Bardzo intrygujący :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Powiem szczerze, że okładka upiorna hi hi :)
    Zostaję u ciebie i zapraszam do mnie :)

    http://kosmetycznieee.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Chyżwar bardziej mi się podoba niż Dzierzba, brzmi dużo groźniej ;] Warto przeczytać całą serię.

    OdpowiedzUsuń

Daj znać, że widzisz ten post - zostaw komentarz albo "lajka"! (: