niedziela, 25 października 2015

Długo o rzeczach zwykłych. "Ławka" Jerzego Jaworskiego

   Co może być wdzięczniejszym tematem na powieść niż miłość? Albo inaczej – czy da się napisać dobrą i chwytliwą książkę bez tego motywu, nawet przewijającego się gdzieś w tle? Teoretycznie tak, jednak już w przypadku literatury czysto obyczajowej nie wydaje się być to możliwe, ani nawet sensowne. Nie ma w tym nic złego, historie romantyczne, jeśli tylko nie są przesadnie udziwnione bądź wyidealizowane, czyta się przyjemnie i z przejęciem, zwłaszcza, że niemal nigdy nie są to opowiadania o krótkiej, prostej fabule. W jednym przypadku jest ona, mimo prostego, męskiego przekazu, nawet bardzo skomplikowana.

   Bohaterem „Ławki” Jerzego Jaworskiego jest mężczyzna około 30-stki, dziennikarz, może kiedyś pisarz, a nade wszystko człowiek samotny, którego życie dzieje się bez jego większej ingerencji: pracę znajduje mu wujek, pieniędzy mu nie brakuje, tylko życie prywatne jakoś tak nie chce się ułożyć. Wolny czas spędza na spacerach do parku, gdzie przystaje zawsze w tym samym miejscu, obserwując młodą dziewczynę, siedzącą na ławce zawsze z nosem w książce. W myślach nadaje jej imiona, marzy o tym, jak mogłyby wyglądać ich spotkania i rozmowy, gdyby tylko odważył się do niej odezwać, snuje domysły, kim też ona może być… Taka sytuacja mogłaby trwać w nieskończoność, gdyby nie fakt, że przez jedną nie do końca przemyślaną decyzję traci on pracę, i, skłoniony tym faktem do wzięcia się za siebie, przy okazji postanawia zrobić też pierwszy krok w kierunku nieznajomej czytelniczki. Sytuacja rozwija się jednak nie do końca po jego myśli…

   Pierwsze, co można zauważyć zaczynając czytać „Ławkę”, to że książka jest diabelnie wręcz przegadana. Nie jest to po prostu opis następujących po sobie wydarzeń z przerwami na dialog, to szczegółowa relacja z tego, co robi czy myśli główny bohater. Niewiele jest rzeczy, które potrafią mnie zirytować w czytaniu tak, jak właśnie przesadne śledzenie czynności, wykonywanych przez postać: od wstania z łóżka, przez wizytę w toalecie i zrobienie sobie śniadania, okraszone szczodrze jego przemyśleniami na tematy różne… Po co to, czemu ma to służyć? Bez połowy tych rzeczy książka mogłaby się obyć, jednak straciłaby też sporo na objętości, a już i tak ilością stron nie grzeszy. Dodam jeszcze to, że przy wewnętrznych monologach nasz dziennikarzyna lubi się czasem powtórzyć, a niektóre rzeczy (jak jego wielka i niespełniona miłość) po prosu przeżywa jak przysłowiowa mrówka okres; treść nie jest w żaden sposób podzielona na rozdziały, więc daje to chyba dość dobry wgląd w to, czego się można spodziewać po konstrukcji tekstu – dużo rzeczy na raz.

   Co do samego bohatera, tu rzecz mogę ująć z dwóch punktów widzenia, zacznę więc może od tego korzystniejszego. Jest on ciekawy z powodu faktu, że radzi sobie w życiu, pomimo faktu, że wydaje się być zupełnie do tego radzenia nieprzygotowany, skoro nie bardzo potrafi nawet sam sobie poszukać pracy, co irytuje nawet jego wuja-„szychę”. To, jak autor postanowił opowiedzieć jego historię daje czytelnikowi możliwość poznania go nie tylko od strony uczuciowej, jednak zabieg, o którym wspomniałam wyżej powoduje jeden skutek uboczny: rozdrabnia jego postać na tyle drobniejszych spraw, że czasem gubią się te główne. Ja odczułam to tak, że wszelkie jego fascynacje i zainteresowania są bardzo ulotne, a największa nawet miłość potrafi zblednąć wobec perspektywy zjedzenia jajecznicy, która okazuje się być problemem jednakowo – jeśli nie bardziej - intrygującym. W rezultacie następuje przeładowanie nieistotnymi szczególikami, podczas gdy dzieje się tam przecież dobrych parę naprawdę istotnych procesów, przykładowo: problem różnicy wieku między bohaterem a jego wybranką i to, jak na tę sprawę reaguje ojciec panny. A tu się dzieje sporo, albo mogłoby się dziać, gdyby nie…

   Cierpią na tym bardzo wszystkie inne występujące w książce osoby. Są to, jak mam zwyczaj mówić w takich razach, personifikacje jednej cechy: ich zachowanie, reakcje, styl mówienia jest podporządkowany pod ten sam schemat i obracają się wokół tego właśnie, określonego już na wstępie atrybutu: panna jest śliczna i naiwna, koleżanka z pracy – opiekuńcza (bez wyjątków, cokolwiek by się nie zrobiło…), ojciec nieprzejednany, a wuj surowy.  Łącznie daje to następujący obraz: szara plama (może kilka odcieni, ale jednak), w której porusza się ciągle zmieniający się kolorowy punkcik, symbolizujący naszego dziennikarza, przy czym i w nim po chwili daje się zauważyć pewną powtarzalność działań.

   Nie mogę jednak stwierdzić, że książka jest nieciekawa, chociaż do „lawiny zdarzeń” zapowiadanych w opisie też jej daleko, a może raczej – one tam są, ale trudno je wyłowić w chaosie dygresji. Sama koncepcja bohatera jest interesująca i intrygująca, a chociaż reprezentuje on typ osoby, która nie bardzo ma predyspozycje do stania się ulubieńcem czytelnika to jednak trudno z nim po cichu nie sympatyzować, jako że po prostu nie jest głupi, nawet jeśli dostał od autora sporo naiwności i nietypową wręcz dozę romantyzmu. To po prostu ktoś, komu ma się ochotę dać przyjacielskiego szturchańca, by się ogarnął i zobaczył parę rzeczy takimi, jakie są naprawdę; na to też się trochę czeka w trakcie czytania.

   Trudno mi nie zauważyć, przechodząc do bardziej technicznej strony książki, że chociaż jest zadbana pod względem korekty i redakcji, wydana schludnie i porządnie, z ładnymi akcentami w miejscu numeracji stron, to opatrzona została ona tragiczną po prostu ilustracją na okładce. Całość przypomina na pierwszy rzut oka bardziej tomik poezji niż powieść, co nie jest rzeczą złą jeśli wziąć pod uwagę jej tematykę, jednak dokładniejsze oględziny ujawniają zrobiony amatorsko fotomontaż ławki wklejonej na obrazek parku, z równie topornie doklejoną różą. To się po prostu rzuca w oczy, myślę też, że zrobienie telefonem komórkowym zdjęcia w pierwszym z brzegu skrawku zieleni miejskiej byłoby tańsze i dało lepszy rezultat. Nie rozumiem też zapisu na stronie tytułowej: „ŁawkA” – dlaczego? Cokolwiek poeta miał na myśli…

   „Ławka” jest pozycją specyficzną i nie każdemu czytelnikowi przypadnie do gustu. Z jednej strony historia opowiedziana w niej jest ciekawa i nietuzinkowa, z drugiej, forma, w jaką ją ujęto, pozostawia wiele do życzenia. Nie wzbudza żadnych skrajnych uczuć, nie porusza, ale też i nie nudzi, jest po prostu średnia, chociaż po drobnej interwencji w sposób podania mogłaby sporo zyskać na jakości. Zdecydowanie daje się czytać, nie zniechęca mimo specyfiki, nadrabiając braki fabułą. Do luźnego poczytania jako „coś innego” nadaje się bardzo dobrze.

Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego dziękuję wydawnictwu Dziewięć Muz.

Dane ogólne:
Tytuł oryginału: Ławka
Autor: Jerzy Jaworski
Wydawnictwo: Dziewięć Muz
Rok wydania: 2015

Liczba stron: 224

2 komentarze:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "przeżywa jak przysłowiowa mrówka okres" I like it:D

      Usuń

Daj znać, że widzisz ten post - zostaw komentarz albo "lajka"! (: