poniedziałek, 13 lipca 2015

Miłość w rytmie Disturbed. "Ogar boga. Popiół i piach" Anny Grędy

   Wampiry i wilkołaki, krew i księżyc, złoto i srebro, ich konflikty, wojny, zakazane miłości… Temat poruszany w kulturze od dawna, przerobiony na wszystkie możliwe sposoby, łykany masowo przez nastoletnich odbiorców i w bardziej wyważony sposób przez niektórych starszych. Nie ma się czemu dziwić – te istoty obecne są nawet w wierzeniach i kultach od wielu lat, mają swoje szczególne miejsce, będąc obiektem fascynacji podszytej często strachem. Dzieci nocy, świat rządzący się instynktem i emocjami - nie są w stanie już niczym nowym nas zaskoczyć. Nie sięgam zazwyczaj po książkę, jeśli gdzieś w opisie pojawia się słowo „wampir”, odstraszona skutecznie medialnym wałkowaniem tematu na przestrzeni ostatnich lat, mając wzgląd na czytywaną w młodych latach klasykę gatunku, i po trosze przez szacunek dla niej. Zanim sięgnęłam po „Ogara boga” Anny Grędy, przeżyłam swoistą mieszankę uczuć: od niechęci, przez dziwną fascynację, by w końcu stanąć na „raz kozie śmierć!” i przeczytać.

   Kira Santiago jest nocną łowczynią, kobietą, która w swym wnętrzu kryje  bestię. Nie jest wilkołakiem w klasycznym tego słowa znaczeniu… jest czymś o wiele groźniejszym. Tajemniczym. W mieście, w którym żyje i którego spokoju pilnuje, nic nie może się wydarzyć bez jej wiedzy, ona stanowi ogniwo łączące wszelkie nieludzkie nacje mieszkające w nim, srogo karząc każdego, kto naruszy równowagę. Którejś nocy dostaje informację o brutalnych mordach, dokonywanych przez młode, dopiero przemienione wampiry, więc tropi je i robi z nimi porządek. Ale sytuacja się powtarza… a potem znowu. Coś jest nie tak… „nowonarodzone” wampiry nigdy nie powinny być puszczone bez kontroli, a ich liczba wyklucza przypadek. Kira podejrzewa, że ktoś z ich grupy działa na szkodę społeczności, łamiąc zasady rządzące miastem. Jej informatorka, sama będąc wampirzycą, bardzo chce pomóc w śledztwie z pobudek osobistych, zostaje więc zaangażowana. Santiago zwołuje resztę kompanii i wyrusza na łowy…

   Kira – postać-gigant. Klasyczny overpowered, mieszanka wyrzucona poza nawias społeczeństwa,
ale poważana przez wszystkich. Osobowość absolutnie dominująca, co lubi podkreślać przy każdej okazji, piękna i drapieżna, z wyglądu – typowa buntowniczka, białowłosa, w glanach, z paroma kolczykami w twarzy. A jej przyjaciele, o, to dopiero barwna gromadka: czarodziej, elfia wróżka i mroczny, tajemniczy łowca. Jako gratis dostaniemy jeszcze demona, skuszonego pogłoskami o wilczycy, chętnego by sprawdzić, ile w tych legendach jest prawdy. Wszyscy są wspaniali, mają groźne i wielkie moce, i, co najważniejsze, są świetnie ubrani. Scena, gdy wszyscy pojawiają się na pierwszym spotkaniu grupy jest po prostu epicka do przesytu: powiewające płaszcze, błyszczące włosy, oczy i zęby, tajemnicze gesty, kuszące bądź kpiące uśmiechy, intrygujące głosy… aż nie sposób się nie uśmiechnąć z rozbawieniem, a w momencie, kiedy ostrzyżona na łyso główna bohaterka cudownie regeneruje sobie włosy, które odrastają w tempie natychmiastowym, aż zaśmiać głośno. Że też się oni nie pobiją o to, kto jest bardziej fabulous...
I'm fabulous! *
Nie to, żebym rzecz uważała za aż taką wadę, bohaterowie poza tym, że są bardzo charakterystyczni i barwni, są też świetnie napisani, i o każdym z nich można by było wyodrębnić z książki osobną historię. Na moją szczególną sympatię zasłużył jednak Flesh, który może i ma dziwne imię, ale nie jest aż tak przeładowany modowymi wspaniałościami, całą uwagę przykuwając przez samo to, czym jest i jak się to w książce objawia. A jego natura daje znać o sobie nie raz, w zupełnie przyjemny sposób.  


   Wampiry i wilkołaki… pozwolę sobie przyjrzeć się obu tym grupom, choć można było już wywnioskować, że nie tylko one dwie występują w tym rządzonym przez nadnaturalne istoty mieście. Krwiopijcy nie są tak klasyczni, jak można by było się tego spodziewać, autorka pozwoliła sobie na lekką ingerencję w ich naturę, czyniąc je odpornymi na promienie słoneczne i potrafiącymi doskonale kryć swoje moce. Są jednak nadal istotami o specyficznej moralności, choć nadal przestrzegającymi zasad pokojowego współistnienia z innymi rasami. Boli mnie jedynie to, jak potraktowana została sama czynność ich żywienia się – malownicze opisy ssana i mlaskania przyprawiały mnie czasem o mdłości. Zbytek dosadności, naprawdę, to było obrzydliwe, a w odniesieniu do ich eleganckich manier – wręcz dziwne. Wilkołaki z kolei budzą moją sympatię choćby tym, jak kulturalną i spokojną grupą wydają się w odniesieniu do poprzednio opisywanych. Również zorganizowana społeczność, zhierarchizowana, choć w bardziej skomplikowany sposób (alfa-beta-inne stopnie w stadzie, w przeciwieństwie do wampirzego  przywódczego „ja i cała reszta”), są też wyraźnie bardziej zdyscyplinowane i nastawione na utrzymanie tych wartości. Widać, z którą grupą solidaryzuje bardziej autorka, i ja, jako czytelniczka, zupełnie ten pogląd tu podzielam.

   Instynkty, zew natury, dziki bieg z wilkiem przez las za wonią krwi zwierzęcia, to sceny, które pobudzały wyobraźnię, i sprawiały, że przy książce można było się świetnie zrelaksować. Stanowiły doskonałe przerywniki między intrygującymi fragmentami dotyczącymi śledztwa bądź elektryzującymi chwilami, w których postacie przeżywały uniesienia natury erotycznej. Tak, i takie mają tu miejsce, choć czystej sceny seksu nie znajdziemy, jest za to kilka ładnie wplecionych chwil „sam na sam” aż dwóch par, tworzących się z biegiem wydarzeń. Na plus – opisy są ładne, nieprzesadzone, nie wulgarne, ale i nie wygładzone przesadnie, co się chwali: w końcu znaczna część z tych osób to stworzenia działające instynktownie, co udało się świetnie przekazać w takim właśnie ujęciu.

   Poza wyżej wspomnianymi mamy też inne rasy, żyjące w undergroundowej sferze miasta. Lekką ręką można wymienić czarodziejów, elfy i wróżki, a pewnie znalazłoby się jeszcze trochę, nie licząc mieszanek między nimi. Czy to nie lekka przesada? W mrocznym klimacie książki leżą one średnio. Czarodzieje nie są właściwie czarodziejami w klasycznym tego słowa znaczeniu, ich moce wskazują raczej na coś w rodzaju kapłanów z dodatkiem telepatii, a wróżki? Po co, dlaczego? Czemu miały służyć? Charlotte, nadworna przedstawicielka gatunku, właściwie nie bardzo pokazuje do czego właściwie mogłaby się nadawać, poza tym że jest i ładnie wygląda. Moim zdaniem, historia mogłaby się doskonalone obyć bez tych trzech, ras oczywiście, nie bohaterów. Sami w sobie są bowiem w porządku, jednak ich domniemane moce nie bardzo pasują do całości i zdają się być potraktowane po macoszemu, a w przypadku wyżej wymienionej po prostu pominięte. Rozumiem, że mieli być jak najbardziej wyjątkowi bez powtarzania schematów, jednak nie do końca się to udało.

   Nie obyło się bez drobnych potknięć i błędów. Najbardziej rzuciły mi się w oczy problemy z ciągłością czasową: godzinne parzenie herbaty – owocowej z torebki – to chyba lekka przesada? Zwłaszcza ze względu na brak jakichkolwiek czynności, które mogłyby ten proces zakłócić. Na uwagę zasługują też pewnie nieścisłości anatomiczne, chociaż tak kuriozalnego przypadku jak błyskawicznie odrastające włosy nie udało mi się zarejestrować, zdarzają się za to takie rzeczy, jak: „Miała dłonie osadzone na biodrach.” Ojej… to musi boleć. Osadzone? Nie, nie, zupełnie nie, może je sobie na tych biodrach położyła, jednak nie sądzę, by jej tam jakieś dodatkowe kończyny palczaste nagle wyrosły. To są momenty, które w czytaniu nie przeszkadzają (chyba, że się jest osobą wyjątkowo wrażliwą na szczegóły), stanową po prostu chwile zabawnej konsternacji i zastanowienia, co też poeta miał na myśli, bo raczej nie to, co przypadkiem powiedział.

   Zaskoczyło mnie, jak przyjemnie czytało mi się „Ogara boga”. Jest to powieść pełna akcji, z historią opowiedzianą w sposób trzymający  w napięciu i intrygujący do ostatniej strony, z podejrzeniami co rusz zwracającymi się w inną stronę pod wpływem nowych informacji. Czuje się doskonale klimat wilczych polowań, a opisy Kiry, biegnącej przez las w wilczej postaci po prostu inspirują do tego, żeby wyjść nocą z domu i odetchnąć świeżym powietrzem. Autorka zrobiła kawał dobrej roboty, z nadużywanej tematyki wyodrębniła najciekawsze elementy, dodała sporo z własnej wyobraźni, a wszystko przelała na papier w stylu godnym najlepszych pisarzy sensacyjnych. A najlepiej świadczy o wartości tej książki chyba to, że tak zagorzała przeciwniczka tego rodzaju książek jak ja, pomimo zaobserwowanych niedociągnięć, znalazła tu coś dla siebie, więcej – gorąco poleca do wzięcia w szpony i namiętnego czytania. I czeka na dalsze losy pięknej łowczyni!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Novae Res.

Dane ogólne:
Tytuł oryginału: Ogar boga. Popiół i piach
Autor: Anna Gręda
Wydawnictwo: Novae Res
Rok wydania: 2015
Liczba stron: 430

_____________________________________________________________________________

* I'm fabulous!
Tego gifa przypomniałam sobie, czytając opis wejścia Frederica.
Obrazek podkradzony z http://fishgif.tumblr.com/.

6 komentarzy:

  1. Zapisuję sobie i mam nadzieję, że uda mi się przeczytać :)
    Moje-ukochane-czytadelka

    OdpowiedzUsuń
  2. Wartka akcja, widoczne napięcie, podoba mi się ta książka. Może się na nią skuszę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie mówię tak, nie mówię nie ;).

    OdpowiedzUsuń
  4. "ostrzyżona na łyso główna bohaterka cudownie regeneruje sobie włosy, które odrastają w tempie natychmiastowym" - O, mnie też przydałaby się taka umiejętność. ;) Mogłabym wtedy częściej zmieniać fryzury.

    OdpowiedzUsuń
  5. Dosyć często trafiałam na recenzje tej powieści, po Twojej nabrałam wielkiej ochoty żeby mimo wszystko po nią sięgnąć :) Do tej pory jakoś mnie do niej nie ciągnęło, jednak chyba zmienię zdanie.
    Pozdrawiam!
    NiczymSzeherezada.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Daj znać, że widzisz ten post - zostaw komentarz albo "lajka"! (: