środa, 20 maja 2015

Zagubieni w kosmosie. "Chór zapomnianych głosów" Remigiusza Mroza

   Książki o podboju kosmosu mają szczególne miejsce w literaturze. Niewiele rzeczy tak pobudza wyobraźnię, zwłaszcza człowieka związanego z nauką, jak nieograniczona przestrzeń i możliwości jej zbadania, może nawet znalezienia innych form życia… od dawna towarzyszy nam pytanie czy jesteśmy sami we Wszechświecie, a kwestia ta podnoszona jest co jakiś czas od początku również w literaturze, gdzie powstają różne wersje kontaktów z innymi cywilizacjami, w rozmaitych ich formach, kształtach i podejściu do ludzi. Znaczną jednak większość łączy jeden motyw: zagrożenie. Obcy są inteligentniejsi, lepiej rozwinięci, bardziej zaawansowani technologicznie i… wrodzy, a co najmniej obojętni, co też nie stanowi pozytywnego aspektu. Co jednak w przypadku, gdy postanowią się nami pobawić?...

   Hakon Lindberg jest członkiem załogi ISS Accipitera, na pokładzie którego przemierza kosmos pogrążony w stanie diapauzy wraz z resztą załogi. Poznajemy go w momencie, w którym budzi się, widząc nad sobą, przez szybę komory, osuwające się po niej zakrwawione ciało. W panice wydostaje się, by zobaczyć przerażający obraz… z załogi nie przeżył nikt, poza nim i nawigatorem, Diją Udinem. Jednak napastnika ani śladu, pozostały tylko pokiereszowane ludzkie ciała i przekaz dźwiękowy: „Rah’ma’dul”. Co może zrobić dwóch ludzi, astrochemik i nawigator, w takiej sytuacji? Dlaczego przeżyli, i gdzie ukrył się napastnik? Czego od nich chce i kim jest? Pytania, zamiast znajdować odpowiedzi, zdają się mnożyć z godziny na godzinę.

   Przyszłość to kolonizacja innych planet. Misje, wysyłane w kosmos w „Chórze zapomnianych głosów” mają głównie za zadanie odkryć miejsce odpowiednie do zasiedlenia, jednak w momencie zawiązania akcji nie znajdujemy się w szczególnie odległych czasach: nie udało się jeszcze przekroczyć prędkości światła, a wyposażenie statków kosmicznych nie zawiera niczego, co wydawałoby się na dzień dzisiejszy cudowne bądź niemożliwe do wykonania – pomijając komory kriogeniczne. W ten sposób poradzono sobie z odległościami – statki podróżują po 50 i więcej lat z zamrożonymi, uśpionymi załogami. Co do samej technologii, nie można mieć pewności, jako że, jak zaznaczył autor, tak długie podróże na pewno spowodują różnice, i pewnie rozwiązania zostały zestandaryzowane – jak wielkość śluz powietrznych czy włazów, bądź ogólna zasada ich działania, aby kiedyś, w razie potrzeby, nie napotkać przeszkód w dostaniu się na pokład starszego okrętu. Sama diapauza została opisana też od strony medycznej jako stan mający spory wpływ na organizm (w odróżnieniu od zwykłej hibernacji, po której ludzie zazwyczaj wstawali jak po długim śnie…), przede wszystkim pod względem ogólnej wydolności organizmu i procesów zachodzących w mózgu: im dłuższa, tym bardziej niekorzystny wpływ, zaburzenia równowagi, obniżenie odporności, pękające naczynia krwionośne czy inne problemy ogólnoustrojowe, o obniżonym samopoczuciu już nie wspominając. Dodajmy do tego kwestie psychiczne: pożegnanie na długi czas – jeśli nie na zawsze! - z rodziną, świadomość faktu, że w momencie przebudzenia bliscy dawno nie będą żyli… To pewnego rodzaju nieśmiertelność, ale ujęta w szczególny, techniczno-biologiczny sposób. Taka konstrukcja wizji, z dopiętymi na ostatni guzik naukowymi szczegółami, daje ładny, kompletny i dosyć realny obraz długiego lotu kosmicznego, a mi, jako czytelnikowi, poczucie satysfakcji, że tak miło pogłaskano żądną szczegółów naukowych ciekawość.

   Dopracowani zostali też bohaterowie książki, i tu autor postawił na różnorodność od samego początku. Lindberg jest, wedle własnych słów, Skandynawem, który nie bardzo lubi mówić o sobie, będąc w zamian człowiekiem konkretnym i nieskłonnym do okazywania emocji; za towarzysza dostał Udina, muzułmanina, któremu nie zamykają się usta, nie ważne, czy ma coś do powiedzenia, czy nie. To zetknięcie przeciwnych biegunów powoduje oczywiste kolizje, nawet bez pojawiąjących się pomiędzy nimi nieufności i poczucia zagrożenia – w końcu to ten drugi mógł być sprawcą tragedii na Accipiterze bądź być w zmowie z napastnikiem. Muszą jednak współpracować, co wynagradzają sobie ciągłymi przepychankami słownymi, które początkowo mogą irytować zważywszy na to, jak bezużyteczni wydają się obaj, porzuceni samotnie w kosmosie. Żaden nie ma umiejętności, które pozwoliłyby im na przeżycie. Ich ciągłe kłótnie – bo nie rezygnują z nich kompletnie w żadnej sytuacji – drażnią też członków przybyłej po nich wyprawy ratunkowej, i panom zdarza się oberwać po twarzach i dumie za nie. Nie jest to jednak reguła, bo jeszcze częściej niż zirytować zdarzyło mi się uśmiechnąć z ich wrednego humoru i wzajemnej złośliwości. We wspomnianej brygadzie znajdą się też inne, warte wspomnienia postacie, jak choćby Nozomi Ellyse, odpowiedzialna za łączność i będącą uosobioną kreatywnością z pełnym przeszkoleniem technicznym, wcale niepozbawioną kobiecego uroku; bądź głównodowodzący jednostki „ratunkowej” ISS Kennedy, którego tajemniczość jest równa profesjonalizmowi. Ogółem, osób w kompanii nie sposób pomylić ze sobą czy zapomnieć, każdy ma charakter, historię, własny sposób wyrażania się i postępowania; nie da się ich też nie lubić.

   A co z obcą formą życia? A czy to naprawdę są kosmici? Kwestia wydaje się być wątpliwa pod wieloma względami, z czego najważniejszy jest jeden: nikt niczego nie widział… prawie. Żadnych dziwnych postaci, obcych statków kosmicznych, jest tylko pojawiające się co jakiś czas „Rah’ma’dul”, którego znaczenia nikt nie potrafi zidentyfikować. Hipotezy są różne, od wirusa, przez błędy programów i właśnie atak kosmitów, a sama tajemnica i znajdowane co jakiś czas tyleż skąpe co straszne wskazówki dają książce pana Mroza spory ładunek zagadek niemal kryminalnych oraz horroru. Napotykane przez połączoną wyprawę elementy układanki stanowią niesamowicie energetyzujące momenty, a na snucie domysłów co do zakończenia pozwalają jedynie tyle, że może być ono jeszcze bardziej zaskakujące.

   W trakcie czytania natrafiłam jedynie na jedną rzecz, która stanowiła zgrzyt w tej pełnej akcji historii: równolegle do ISS Kennedy miała miejsce inna wyprawa, którą w trakcie rozwoju wypadków zidentyfikowano jako mającą za zadanie zająć się rozrodem ludzkości na innej planecie od strony czysto medycznej: zawierała lekarzy i specjalistów od in-vitro, a także zamrożone komórki rozrodcze ludzi. Ten statek początkowo nazwany został ISS Challenger, następnie jednak zmienił nazwę na ISS Laevitt. Czy autor po prostu zapomniał się w tym przypadku? Przyzwyczaiłam się do kontrowersyjnego Challengera, więc taka zamiana zdezorientowała mnie trochę, sprawiając, że zaczęłam przeczesywać fragmenty już przeczytane w poszukiwaniu czegoś, co być może pominęłam, a co by to zjawisko tłumaczyło, niczego jednak nie znalazłam. Uznaję więc to za zwykłe przeoczenie.

   „Chór zapomnianych głosów” jest książką wciągającą i dopracowaną, chociaż tym, co w głównej mierze tak korzystnie wpływa na mój jej odbiór jest akcja: nie ma przestojów, ciągle coś się dzieje, akcja łamie się i zmienia kierunek, a potem pojawiają się kolejne wyjaśnienia i szczegóły, a całość nie daje chwili wytchnienia. Podczas czytania nasuwa się nieraz skojarzenie ze słynnym już "Obcym", jednak podobieństwo jest jedynie pozorne i zawiera się w klimacie całości, stanowiąc kolejną z jego zalet. Opisy przeżyć i stanów emocjonalnych bohaterów nie są rozwlekłe, ale skonstruowane tak , że dają niemal odczuć ich wrażenia na własnej skórze. Trzeba też trochę zimnej krwi, zwłaszcza, jeśli zamierza się tę książkę czytać nocą, tak jak ja to zrobiłam – potrafi przestraszyć, nawet nie pokazując wyraźnie, co takiego przerażającego się tam znajduje. Zdecydowanie jest to mocna rzecz, którą docenią nie tylko wielbiciele space opery, i mogę powiedzieć zupełnie szczerze, że aż prosi się, by ją sfilmować.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Genius Creations.
A książkę można kupić TU (:


Dane ogólne:
Tytuł oryginału: Chór zapomnianych głosów
Autor: Remigiusz Mróz
Wydawnictwo: Genius Creations
Rok wydania: 2014
Liczba stron: 416

6 komentarzy:

  1. Uwielbiam Chór zapomnianych głosów :D Dla mnie to najlepsza książka Mroza :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Tej jeszcze nie mam. Ale znając mnie, w końcu to zmienię. :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Mróz <3 "Poznałam" go kiedy nie był jeszcze tak popularny, teraz z każdą kolejną książką zachwyca
    http://chcecosznaczyc.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Dużo słyszałem o autorze, ale sam nie wiem czy zdecyduję się na lekturę. :)

    http://recenzjewojtka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Daj znać, że widzisz ten post - zostaw komentarz albo "lajka"! (: